🌫️ Jak Na Ironie Tekst
Smuga cienia (powieść) Okładka amerykańskiego wydania z 1917 r. Smuga cienia ( ang. The Shadow-Line, A Confession) – krótka powieść Josepha Conrada, pisana od lutego do grudnia 1915 r. Została opublikowana po raz pierwszy w 1916 r. w odcinkach w Metropolitan Magazine w Nowym Jorku (wrzesień – październik), w English Review
Sarkazm. Sarkazm to teoretycznie po prostu spotęgowana ironia, przeważnie używana, by wyrazić negatywne nastawienie do czegoś lub kogoś, skrytykować zaistniałą sytuację lub czyjeś zachowanie. Co ważne ironia w pewnych sytuacjach może być wyrazem życzliwości, czułości (Mój ty bohaterze; Ach, ty gamoniu), o tyle wypowiedzi
Tłumaczenia w kontekście hasła "ironię losu" z polskiego na angielski od Reverso Context: Zbyt wiele ludzi ceniących sobie ironię losu. Tłumaczenie Context Korektor Synonimy Koniugacja Koniugacja Documents Słownik Collaborative Dictionary Gramatyka Expressio Reverso Corporate
Monika Strzępka. Reżyserka teatralna, autorka wielu scenicznych hitów, które jednocześnie stają się ważnym głosem w społecznej dyskusji. Wspólnie z dramaturgiem Pawłem Demirskim tworzy najpopularniejszą parę w polskim teatrze. Zadebiutowała w 2004 roku w Teatrze Polskim w Bydgoszczy. Wystawiła tekst młodej dramatopisarki Anny
Ironia polega na tym, że utrzymanie wysokich cen ropy jest tym, czego nam potrzeba, aby ograniczyć emisje CO2. more_vert. Ironically, sustained high oil prices are just what is needed to reduce CO2 emissions. Ironia losu sprawia, że te oszukańcze firmy powołują się na prawo unijne, prześladując swoje ofiary. more_vert.
Jednak przypadkowo sam skaleczył się strzałą, którą miał użyć na Psyche. W efekcie tego sam zakochał się w niej na zabój. Jak na ironię, bóg miłości sam nie miał żadnego doświadczenia z miłością i nie wiedział, co z tym uczuciem zrobić. Dlatego też nie miał wyboru i musiał poprosić o pomoc Apolla, boga światła i
Jak na ironię (choć może niezupełnie, biorąc pod uwagę poczucie humoru Asimova), nie podobało mu się wykorzystanie słowa „pozytron” jako określenia na antycząsteczkę elektronu. Jak wyjaśnił w swojej pracy Atom: Journey across the Subatomic Cosmos, poprawny przyrostek to „-on,” jak proton czy mion, nie zaś „-ron,” jak
Rozmowę na temat katastrofy czarnobylskiej warto zacząć od tego, że do dziś nie ma zgody co do tego, jak przebiegała awaria. Dr Marek Rabiński: Przedstawiając ciąg wydarzeń w ogromnym
Grrracz - Jak na ironię lyrics [Zwrotka 1] Inni raperzy wołają stale "No chodź na feata" Kumple na flaszkę dodając "Ale byś coś napisał" Mam wolną rękę w robocie, to nie pomaga wcale Gubię wspomnienia i potem ciąg podupada zdarzeń Ale się biorę za siebie, zrobię płytę mała, dzwonię i się biorę za ciebie Nie zostawiam swoich planów nigdy w drodze po przelew To tak samo
To zaczyna męczyć, gdy zamykam oczy. Widzę Meksyk, potem moją twarz, jak krwawi. Blok z Aleksy, walizki pieniędzy, stary magnetowid, kobiety i zdrady. Uśmiechniętych kumpli, kiedy wybiegamy na boisko w sześciu. Nagle całość znika, a te iskry dzisiaj będzie ciężko wskrzesić jak ognisko w deszczu, yo. [mashaitsme:]
Jak Na Ironię عاید او خالص ارزښت — لخوا سندرې ویل شوي Kuban . په دې اړه معلومات ومومئ چې "Jak Na Ironię" آنلاین څومره عاید کوي. د عاید اټکل شوی ارزونه چې د دې میوزیک ویډیو لخوا پرمخ وړل شوي.
Księga Boby Fetta (2021) s01e05 Rozdział 5 (2022) - Sprawdź informację o tym odcinku: obsada, twórcy, galeria i forum odcinka.
bKr94. Wojciech Kruszelnicki "Na powrót zadomowić się w świecie". O romantyzmie jako filozofii sztuki życia (z krytycznym odniesieniem do myśli Nietzschego) Wprowadzenie W eseju tym będę bronił romantyzmu przed popularną kliszą postrzegającą w nim skłonność do irracjonalizmu i różnych form myślenia mitycznego, anty-realistycznego i eskapistycznego. Przede wszystkim jednak będę polemizował z nietzscheańską krytyką romantyzmu, poddającą ten nurt myśli zachodniej redukcji zarówno w aspekcie historycznym, jak i filozoficznym (romantyzm jako "zubożenie życia", nastrój rozpaczy, pesymizmu, dekadencji). Wraz z Fryderykiem Schleglem i Novalisem - czołowymi przedstawicielami romantyzmu jenajskiego - romantyzm spróbuję pokazać nie jako filozofię spekulatywną, lecz jako "filozofię sztuki życia"[1] w odczarowanym świecie, co pozwoli ujrzeć w nim pewien projekt egzystencjalny. Jak zobaczymy, spośród licznych celów tego projektu jeden wydaje się wybijać najmocniej: jest to zaczarowanie świata tak, by jednostka mogła ponownie poczuć się w nim jak w domu, jak w ojczyźnie. Moja robocza teza jest taka, że pomimo tego, iż pewne idee romantyzmu jenajskiego fascynowały Nietzschego, to nie docenił on jego egzystencjalnego wymiaru i nie podjął w pełni dziedzictwa myśli, której stawką, jak na ironię, także było dostarczenie podstaw dla kulturotwórczej aktywności jednostki w świecie bez Boga. Umieszczając filozofię i sztukę w centrum egzystencjalnego doświadczenia człowieka, romantyzm próbował w taki sposób poszerzyć granice naszego pojmowania świata i naszej w nim egzystencji, by umożliwić podmiotowości wybicie się na pozycję suwerennego i aktywnego kreatora sensu - sensu zawsze jednostkowego i subiektywnego, niemniej jednak nadającego wartość pojedynczemu życiu. Dlaczego mówię o redukcyjnym podejściu Nietzschego do romantyzmu? Otóż redukcja historyczna polega na tym, że w swej krytyce Nietzsche skupia się jedynie na późnym romantyzmie, na Spätromantik[2]. Czytając Nietzschego, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że atakuje on nie romantyzm, lecz nastrój fin de sieclowej dekadencji objawiający się w sztuce i literaturze, zresztą wcale nie uniwersalnie europejskiej, lecz w przeważającej mierze francuskiej. Nastrój ten nazywa on w każdym razie "romantyką" i opisuje jako "(...) szmat pustyni, wyczerpania, niewiary, zlodowacenie pośród młodości, starczość nie na swoim miejscu, tyranię bólu (...), zupełne ograniczenie się do tego, co w poznaniu gorzkie, cierpkie, ból sprawiające" [WR § 1][3]. O redukcji natury filozoficznej mówię dlatego, ponieważ mam wrażenie, że Nietzsche zlekceważył filozoficzną zawartość tego nurtu. Ów wkład filozoficzny romantyzmu nie pozwala kojarzyć go z negacją życia. Romantyczna filozofia egzystencji - preludium A propos filozoficznej zawartości romantyzmu przypomnę, że dzięki całemu szeregowi badaczy tej rangi, co Harold Bloom, Frederick Beiser, Manfred Frank, Ernst Behler, Andrew Bowie, a także dzięki znakomitej Agacie Bielik-Robson mamy już od kilku dobrych lat wgląd w swoistą filozofię romantyczną "pozbawioną staromodnych ambicji systemowych; filozofię prawdziwie nowoczesną, posługującą się techniką fragmentu i autodekonstrukcji avant la lettre"[4], fundującą inną filozoficzną nowoczesność, której przesłaniem dla humanistyki jest zachęta do myślenia o podmiocie nie w dekonstrukcyjnych kategoriach totalnego wywłaszczenia i utraty suwerenności na rzecz tego, co nań wpływa i co go formuje, lecz w kategoriach "duszy czującej", która nie jest świadomością czystą, lecz formacją obronną, aktywnie szukającą sensu w odczarowanym świecie i realizującą w toku negocjacji własną wolność w ramach nieusuwalnych pierwotnych zależności i wpływów. Tak w jednym zdaniu streściłbym "Ducha powierzchni" - książkę stanowiącą polską odsłonę renesansu zainteresowania romantyzmem w filozofii kontynentalnej i w żaden sposób nieustępującą najlepszym zagranicznym publikacjom w tej dziedzinie. W artykule tym postawiłem sobie zadanie rozwinięcia dokonanej przez Bielik-Robson egzegezy romantyzmu o ten aspekt egzystencjalny, jakim jest zbiór wypracowywanych przez filozofię i proponowanych podmiotowości, konkretnych "strategii "przetrwania" w odczarowanym świecie". Ich wspólnym mianownikiem pozostaje idea Bildung oznaczająca dla romantyków formowanie własnej egzystencji, a dokładniej - jak słusznie dodaje Michał Paweł Markowski we wstępie do "Fragmentów" Schlegla - "przemienianie bezosobowego życia w egzystencję, która albo jest twórcza, albo nie ma jej wcale" [MPM XV]. Dlatego nietzscheański pogląd głoszący, że romantyzm to nic innego jak ewakuacja z życia w sferę nostalgicznie wypatrywanych zaświatów albo w pychę transcendentalnej podmiotowości, kontrapunktował będę argumentami na rzecz tezy, że romantyzm robi coś zgoła odwrotnego, mianowicie czyni świat na powrót znaczącym, brzemiennym w sens i przyjaznym dla podmiotowości szukającej w nim ojczyzny, a nie bezkrwistej rzeczywistości rzeczy, które raptem spełniają Kantowskie warunki ludzkiej wiedzy. Romantyzm to filozofia chcąca zasypać przepaść, którą oświeceniowy krytycyzm oddzielił człowieka od całości bytu i w ten sposób na powrót zadomowić go w świecie. Z racji, że podstawą tej aktywności jest romantyczna "Poiesis [Poezja], czyli innymi słowy, twórczość"[5] - jak definiują ją Lacoue-Labarthe i Nancy w książce "L'absolu littéraire" - romantyzm jako filozofię sztuki życia proponuję rozważać w ciągłym nawiązaniu do nietzscheańskiego wezwania: "stań się tym, kim jesteś" [WR § 270], czyli nadaj styl swojemu charakterowi; naucz się "kształtować siebie" i w ten sposób nadawać istnieniu sens. Romantyzm okiem Nietzschego Zanim pokażę, jak czytać Schlegla i Novalisa, by wyzyskać z ich dzieł impulsy do takiego myślenia o romantyzmie i do zestawiania jego propozycji z nietzscheańskimi warunkami kulturotwórczej aktywności człowieka, przypomnę, jak o romantyzmie myśli Nietzsche. Otóż romantyzm identyfikuje on z pesymizmem, z fizyczną i duchową faiblesse i z "rozgorączkowaniem", którego znakiem w sztuce jest dążenie do przesadnej ekspresji [WM § 372]. Opinia Goethego, że romantyzm to rodzaj choroby[6], miała wielki wpływ także na nietzscheańską filozofię sztuki. Jako wielki admirator Goethego (za to, że potrafił on oprzeć się romantycznej gorączce swoich czasów) Nietzsche powtarzał, że romantyzm to zła, dekadencka sztuka. W "Wiedzy radosnej" mamy kluczowy paragraf 370, w którym czytamy: każda sztuka, każda filozofia może być uważana jako środek leczniczy i pomocny w służbie rosnącego, walczącego życia: przypuszczają one zawsze z góry cierpienie i cierpiących. Lecz są dwojakiego rodzaju cierpiący, naprzód ci, którzy cierpią na nadmiar życia, którzy pragną sztuki dionizyjskiej i tak samo tragicznego poglądu i rozumienia życia - a potem ci, którzy cierpią na zubożenie życia, którzy szukają spokoju, ciszy, gładkiego morza, wyzwolenia się od siebie przez sztukę i poznanie lub też przez oszołomienie, spazm, ogłuszenie, obłęd [WR, § 370]. "Romantyka" w sztukach i naukach to rzecz jasna ten drugi przypadek. Kolejne zdania mówią nam, że sztuka pochodząca z dionizyjskiej pełni życia to sztuka, która apoteozuje, działając niczym "wielki stimulans życia" [WM § 364]. Tymczasem sztuka romantyczna, także biorąc się z cierpienia, reaguje na nie inaczej: chce się na wszystkich rzeczach zemścić, wyciskając na nich obraz swojej tortury. To ostatnie to pesymizm romantyczny w swej najpełniejszej formie. Romantyzm jest tedy sztuką niezadowoloną z rzeczywistości, zapatrzoną w niejasną, mesjaniczną przyszłość lub w apoteozowaną przeszłość i jej mity. Cechuje ją niedomiar, nie zaś pełnia życia. Nienawidząc życia, słaba romantyczna osobowość szuka w nim (lub poza nim) "metafizycznego pocieszenia" [PS, s. 26], czyniąc źródłem wszelkiego dobra jakiś inny świat, ulokowany już to w przeszłości, już to w zaświatach [PS, s. 22-23]. Taka diagnoza romantyzmu jest mało adekwatna, cały zaś jego obraz wyłaniający się z pism Nietzschego, nie mówiąc już o wypowiedziach niektórych jego komentatorów, wydaje się za grubo, jak na mój gust, wyciosany. Z filozoficznego punktu widzenia doprawdy trudno zgodzić się z twierdzeniem, że dusza romantyczna cierpi na zubożenie życia, dlatego szuka spokoju i wyzwolenia od siebie samej przez sztukę, poznanie, intoksykację czy obłęd. Zgodzić się można natomiast z twierdzeniem, że dusza romantyczna egzaltuje swoje cierpienie. Nie oznacza to jednak, że świat doczesny chce ona oskarżyć i potępić [PS, s. 22-23]. Owszem, dusza romantyczna jest umęczona egzystencją w odczarowanym świecie, nie czuje się pewnie w zagrażającej jej rzeczywistości, w której "nie chce być ani częścią mitycznego porządku, ani trybem w procesie powszechnego odczarowania"[7]. Z tego właśnie powodu rozpoznając swą kondycję, nie popada ona w marazm, lecz aktywnie walczy o indywiduację, a jednocześnie ów świat, w którym - jak pisał Keats - "(...) all charms fly at the mere touch of cold philosophy"[8] próbuje zaczarować, by ponownie zbliżyć do siebie podmiot i przedmiot tak bezpardonowo rozłączone przez Kanta. Agata Bielik-Robson ma więc całkowitą rację, gdy twierdzi w "Duchu powierzchni", że "w romantyzmie zawiera się zdrowy pierwiastek rebelii - rebelii wręcz ontologicznej - czyli takiej, która buntuje się przeciw prawom i logice samego bytu"[9]. Rebelia ta jest aktywna, bowiem dusza romantyczna, "pomimo że nie akceptuje odczarowanej rzeczywistości, nie zrywa z nią więzi: walcząc z nią, zachowuje w niej swój czynny udział, uznaje jej istnienie"[10]. Spojrzenie na romantyzm od tej jego "aktywistycznej" strony pozwala skutecznie rewidować popularne myślenie o rzekomym pesymizmie romantyzmu [WR § 370] czy wręcz jego "nienawiści do teraźniejszości, rzeczywistości i nowoczesnych idei" [PS, s. 25]. Pozwala ono również poszerzyć naszą tezę. Twierdzę, że romantyzm nie tyle co "próbował" odzyskać "konstytutywną dla nowoczesności, (...) a zarazem wyobcowaną przez nią zasadę indywidualizmu"[11], co w całkiem dużym stopniu owo zadanie "zrealizował", osiągając coś, co Nietzschemu się nie udało, czyli uchronienie indywidualności przed niwelacyjnym wpływem otoczenia i jednoczesne zaczepienie jej na powrót w świecie; zbliżenie do zamilkłej natury i pojednanie z Bytem. "Zjednoczyć indywiduum z całością bytu". Porażka Nietzschego Zauważmy teraz za Pawłem Pieniążkiem, że Nietzschego fascynowała idea odzyskania "rewindykowanego przez romantyzm jenajski duchowego uniwersum", kuszącego jednostkę "doświadczeniem tajemnicy egzystencji wobec nieznanego, skrytego za zjawiskami i perspektywicznymi sensami bytu"[12]. To właśnie w dialogu z tą formacją - zdaje się twierdzić Pieniążek - Nietzsche próbował "zneutralizować nihilistyczny wymiar nowoczesności, wiążąc, poprzez wolę mocy i wieczny powrót, eksperymentatorski indywidualizm z dostarczającym mu sankcji absolutnym odniesieniem do całości bytu"[13]. Nie co innego, jak właśnie ten projekt faktycznie zbliża Nietzschego do egzystencjalnej filozofii romantyzmu, którą niestety zamiast docenić, sprowadzał on jedynie do tego, co historycy idei nazywają "romantyzmem negatywnym" definiowanym przez nastrój rozpaczy i dekadencji[14]. Zastrzec jednak trzeba, że choć romantycy i Nietzsche dążyli do tego samego celu (związanie realizującej swą wolność, refleksyjnej jednostki w jedno z całością Bytu), to zmierzali do niego innymi drogami. Zobaczmy najpierw, jak projekt ten wyglądał u autora "Zaratustry". Jak komentuje Pieniążek, Nietzsche chciał dopełnić wolę mocy ideą wiecznego powrotu, by w ten sposób ufundować określone przez wolę mocy twórcze stawanie się i działanie: "poprzez moment powrotu - pisze komentator - wieczny powrót znosi celowość stawania się, a tym samym wydobywa niepowtarzalny charakter każdego momentu ["naszej woli"], której nadaje wieczny, bezwzględny charakter"[15]. W ten sposób "wieczny powrót ma zapewnić bytowi ludzkiemu udział w konieczności bytu, ugruntować jego jedność ze światem, w której mógłby on afirmować swoje istnienie jako absolutne, a swojej wolności, swoim indywidualnym wyborom, rozstrzygnięciom, możliwościom nadać konieczny, bezwzględny charakter"[16]. Plan ten, jak wiemy, nie powiódł się. Ostatecznie do Nietzschego niczym bumerang wróciło przeczucie, że aby ugruntować kulturotwórczą aktywność indywiduum a jednocześnie związać je z całością bytu, potrzeba jednak czegoś więcej niż nieustraszonego "męskiego sceptycyzmu" oraz zachęty, by w obliczu ulotnienia się metafizycznych podpórek świata doczesnego wkładać weń nie to, co wskutek odczarowania zostało mu odebrane, lecz własną wolę. Wydaje się, że Nietzsche bezustannie opłakiwał utratę tajemniczego, metafizycznego źródła naszej jedności z bytem. Dlatego możliwość twórczego działania późny Nietzsche próbował oprzeć na micie, sztuce i religii, w których to porządkach widział mistyczne środki doświadczenia - według słów Pieniążka - "samej prawdy bytu, która nie jest dana w estetycznej kontemplacji, lecz w prerefleksyjnym przeżyciu twórczego działania"[17]. Ponadto, przypomnę, że w późnych dziełach Nietzsche wraca do zawartej w "Narodzinach tragedii" intuicji, że istnieją stany, w których indywidualność i refleksyjna świadomość daje się rozproszyć i w ten sposób zanurzyć nas w sakralnej ciągłości bytu. Dlatego w "Zmierzchu bożyszcz" i "Nachlassie" przewijają się wizje rozdzierających podmiot, ekscesywnych "dionizyjskich upojeń". Owe doświadczenia mistyczne, desubiektywizujące, Nietzsche - gnany krytyką wszelkich form dekadencji - ostatecznie zalicza w poczet eskapistycznych - "romantycznych" w jego mniemaniu - gestów samoprzekraczania, skrywających za sobą nihilistyczną chęć wyzwolenia się od bólów egzystencji. Mitologizacja, romantyzacja i ironia: romantyczny pluralizm i perspektywizm Sprawdźmy teraz, jak problem ten usiłowali rozwiązać romantycy. Jak próbowali obronić poszczególność, indywidualność człowieka i jednocześnie odnieść go do całości bytu? Wróćmy do kwestii zasygnalizowanej na początku. Romantyzm jest filozofią sztuki życia. Skoro tak, to pojawia się tu paralela między Schleglem piszącym we fragmencie z "Idei", że "największa część poezji odnosi się do sztuki życia i do znajomości ludzi" [I § 89][18] a Nietzschem, którego projekt - jak sugeruje w swojej książce Safranski - również polegał na odzyskiwaniu sztuki życia[19]. Schlegel twierdzi, że "artystą jest każdy, dla kogo celem i środkiem w życiu jest kształcenie własnego zmysłu" [I § 20]. Mowa tu o zmyśle do sztuki życia [MPM XIII-XIV]. Idea kształcenia - Bildung - jest tutaj istotna, romantycy uważali bowiem formowanie własnej egzystencji za podstawowy imperatyw życia[20]. Jak pisze Schlegel, "Człowiek żyje nie po to, by być szczęśliwym i nie z obowiązku działania, ale po to, żeby się wykształcić i uformować"[21]. Jaka jest rola sztuki w tym zadaniu formowania siebie? Odpowiedzi nie trzeba długo szukać: dla romantyków egzystencja musi być twórcza, musi się konsekwentnie formować a co innego jak nie sztuka pozostaje najlepszym narzędziem formowania egzystencji? [MPM XV]. Nie oznacza to, że romantyzm jest estetyzacją egzystencji. Romantycy zamieniali życie w sztukę jedynie w tym sensie, że walcząc o nadanie mu sensu, próbowali kształtować rzeczywistość na sposób, w jaki pisarz kształtuje rzeczywistość w powieści lub poemacie. W takim też kontekście proponowałbym widzieć sławne romantyczne mitologizowanie świata, które nie ma nic wspólnego z nietzscheańską zamianą rzeczywistości w baśń, lecz powinno być rozumiane jako "ponowne nadanie kształtu temu, co swój kształt utraciło (...), rekonstytuowanie nowej formy na gruzach form starych, które uległy już wyczerpaniu" [MPM XVII]. Jest okazja, by doprecyzować, jak rozumiem romantyczne pojęcie twórczości. Poiesis wcześniej definiowałem za Lacoue-Labarthe'm i Nancym jako po prostu "twóczość". Tę zaś za Michałem Pawłem Markowskim rozumiem jako wszelką aktywność, dzięki której w świecie pojawia się coś nowego. Może to być więc i literatura i sztuka i nauka i oczywiście - filozofia [MPM IX-X]. Z mitologizacją świata łączy się kolejna romantyczna strategia egzystencjalna: romantyzowanie rzeczywistości. Cóż to oznacza? Novalis pisze tak: Świat musi być zromantyzowany. W ten sposób odnajdziemy pierwotny sens Romantyzowanie to jakościowe potęgowanie. W działaniu tym niższe Ja utożsamia się z lepszym Ja. Tak jak my sami jesteśmy takim jakościowym spotęgowaniem. Nadając rzeczom pospolitym wyższy sens, zwykłym - tajemniczy wygląd, znanym - godność rzeczy nieznanych, skończonym - pozór nieskończoności, romantyzuję je [P, § 105, s. 202][22]. Ten cytat dobrze pokazuje, jak romantycy próbują odnaleźć się w odczarowanym świecie, godząc się na przygodność, niekonieczność i metafizyczne niedookreślenie bytu, ale jednocześnie nie rezygnując z prób zaczepienia się w nim dzięki nowemu zbliżeniu podmiotu i przedmiotu dokonywanemu za sprawą romantyzacji. Jak wyjaśnia Agata Bielik-Robson, romantyzacja to "akt, w którym wyobraźnia twórcza nadaje światu piętno podmiotowe, znosząc jego uprzednie odczarowanie"[23]. Na tym oto tle pełnego sensu nabierają słowa Brzozowskiego z "Głosów wśród nocy", gdzie czytamy, że "rysem bezwzględnie wartościowym w romantyzmie" jest to, że "ostatnie słowo należy [w nim] zawsze do twórczej psychiki ludzkiej i gdy jest ona wykluczona z istniejącego, sięga ona głębiej niż istnienie"[24]. Romantyk nie jest jednocześnie naiwny: wie on dobrze, że nie ma powrotu do świata sprzed odczarowania. Tym więc, co czyni, jest swobodne nakładanie na ów świat własnej poetyckiej projekcji. Jest to wytwarzanie sensu dogłębnie świadome tego, że narzuca się ono obojętnemu i pozbawionemu sensu światu oraz tego, że jest tylko perspektywą - fragmentem, który ani "nie podporządkowuje się ogólności, ani nie próbuje jej zastąpić i stać się nową ogólnością"[25]. Pod tym względem, twierdzić można, strategia romantyzowania bliska jest nietzscheańskiej interpretacji w służbie życiu: romantyzacja oznacza wszakże - zacytujmy ponownie Markowskiego - "otwarcie świata na wszystkie możliwe znaczenia, a więc także i na nieskończoną ilość jego interpretacji" [MPM XVIII]. Skoro znów jesteśmy przy Nietzschem - uważam, że jest on bliski romantykom w momencie, gdy twierdzi, że konstruowanie prywatnych prawd jest czymś w rodzaju strategii obronnej, jaką posługuje się podmiot, aby radzić sobie w odczarowanym świecie i nie dać się pochłonąć nihilizmowi. Właśnie w kategoriach owej strategii obronnej proponuję rozumieć wezwanie Nietzschego, by "na tym, co się staje, wyciskać charakter bytu". Jednocześnie jednak Nietzsche oddala się od romantyków w momencie, gdy odrzuca pluralizm i optuje za wyższością jednych interpretacji nad innymi oraz gdy zarzuca im, że wzmacniają własne wyalienowanie ze świata, zamiast z nim walczyć. Trudno zgodzić się z takim stanowiskiem. Romantycy rzeczywiście odczuwali alienację, ale reagowali na nią gestem mitologizacji i romantyzacji świata oraz ironizacji wszelkiej prawdy o nim, a robili to właśnie po to, by nie czuć się ze świata wyalienowani. Te trzy strategie, myślę sobie, o wiele lepiej chroniły ich przed nihilizmem niż zabiegi samoprzezwyciężania stosowane przez Nietzschego, które ostatecznie jego właśnie pozostawiły zupełnie bezbronnym wobec pustki egzystencji. Jak pisze Julian Young, "W swych ostatnich dziełach [Nietzsche] szukał ucieczki w upojeniu. Wkrótce miał ją znaleźć w szaleństwie"[26]. Gdy projekt przewartościowania wszystkich wartości jako lek na nowoczesną alienację jednostki objawia Nietzschemu swą niemożliwość, wtedy to on, a nie romantycy, szuka schronienia w intoksykacji, konwulsjach, znieczuleniu i szaleństwie, to on, jak się okazuje, tymi sposobami próbuje radzić sobie z ogarniającym go nihilizmem. Wyjaśnię teraz pojęcie romantycznej ironii. "Prawdziwą kwestią dla romantyków - pisze Andrew Bowie, angielski znawca romantyzmu - było to, jak pogodzić się z relatywnością roszczeń do wiedzy bez ugrzęźnięcia w paradoksach relatywizmu i nihilizmu"[27]. Dlatego nie pozbyli się oni pojęcia absolutu konstruowanego w kategoriach regulatywnej idei tego, czego poszukujemy, ale o czym nigdy nie będziemy mogli powiedzieć, że to znaleźliśmy dlatego, że samo jego istnienie "czyni naszą wiedzę czymś względnym, otwartym na ciągłe rewizje"[28]. Tutaj ma swój początek postawa romantycznej ironii, którą w jednej z definicji Schlegel określa jako "jasną świadomość wiecznej ruchliwości, nieskończenie pełnego chaosu" [I § 69]. Jak zobaczymy, tak pojęta ironia również stanowi strategię życia w odczarowanym świecie wbrew słowom Kierkegaarda, że "nie ma ona żadnego innego celu poza samą sobą", tak samo jak podmiot ironiczny również "nie ma żadnego celu"[29]. Postawa ironiczna rodzi się wraz z przyjęciem do wiadomości, że filozoficzne marzenie o zrozumieniu prawdy w jej totalności oraz znalezieniu jednego, właściwego języka opisu świata jest być może jednym z największych błędów filozofii. "Wszelkie najwyższe prawdy - pisze Schlegel - są całkowicie trywialne, dlatego nic nie jest ważniejsze, aniżeli wyrażanie ich ciągle na nowo, a jeśli to tylko możliwe, w sposób coraz to bardziej paradoksalny tak, byśmy nie zapominali, że prawdy te istnieją i że nigdy nie będzie możliwe wyrażenie ich w ich całości"[30]. Jeśli rzeczywiście istnieć ma jakaś Prawda, to musi ona zawierać w sobie wszystkie stare i nowe sposoby nadawania światu znaczenia. Powiedzieć zatem można, że filozofia romantyczna ukazuje nie absolut, lecz ułudę docierania do absolutu w dyskursie. I to dlatego - jak mówi Schlegel - "filozofia jest prawdziwą ojczyzną ironii" [L § 42]. Ukazuje ona bowiem problematyczność relacji między skończonymi bytami, jakimi jesteśmy, a nieskończonością, którą pragniemy umysłowo i dyskursywnie uchwycić. Dodajmy do tego, że w ironii romantycy widzieli także wewnętrzną cechę dzieła artystycznego tudzież stanowiska filozoficznego. Dzieło jest ironiczne wtedy, gdy jego twórca potrafi "odnotować świadomość faktu, iż skoro reprezentuje ono pewien punkt widzenia, to nie jest ono niczym więcej, jak tylko jedną z wielu prób wyrażenia absolutu"[31]. "Pozorem jest, gdy część występuje za całość' - pisze Novalis [AF § 20, s. 13] uczulając filozofów na fragmentaryczność ich doświadczeń oraz opisów świata. Nie ulega wątpliwości, że szczególnie wyraźnym znakiem postawy ironicznej wydaje się krytyczny dystans autora do swego dzieła jako czegoś, co jest nieuchronnie perspektywiczne, częściowe, skończone i niekonkluzywne, a już na pewno niekonstytuujące żadnego "systemu" czy całości. Schlegel: Istnieją starożytne i nowoczesne wiersze i wszędzie oddychają boską ironią. Żyje w nich prawdziwie transcendentalna bufoneria. We wnętrzu - nastrój, który nad wszystkim góruje i wznosi się nieskończenie ponad wszystko, co uwarunkowane, w tym także ponad własną sztukę, cnotę czy genialność. Na zewnątrz, w wykonaniu - maniera mimiczna zwykłego, dobrego włoskiego buffo [L § 42]. Zwracam szczególną uwagę na figurę "włoskiego buffo". We włoskiej operze komicznej jest to postać uprawiająca parabazę, której funkcją jest zaburzenie "obiektywności" oraz destrukcja całości dzieła poprzez frywolne zwracanie się "na stronie" do publiczności. "Transcendentalną bufonerią" bywa też filozofia - cóż, że z rzadka - na przykład wtedy, gdy w wypowiedzi filozofa wszystko jest jednocześnie "i żartem i powagą", wszystko jest "i prostodusznie otwarte i głęboko zniekształcone" - [L § 108]. Ironistą jest taki filozof, który uprawia myślenie, ale jednocześnie utrzymuje zdrowy dystans wobec filozofii, bo lubi mówić różnymi głosami, w niej zaś nazbyt często dostrzega monologiczny narcyzm, roszczenie do nieomylności oraz zwykły koturn. Widzimy już, że dzięki romantykom ironii wcale nie trzeba pojmować jako figury mowy polegającej na mówieniu czegoś innego niż ma się na myśli. Ironia to tyle, co oznaka wyzwolenia się od pokusy fundamentalizmu. Być ironicznym to wiedzieć, że ogląd świata ma prawo być różny w ramach różnych perspektyw patrzenia i różnych języków jego opisu, którym w równym stopniu należy się uznanie, ponieważ stanowią zawsze indywidualne "czary" nakładane na świat. Taka jest konsekwencja romantycznej mitologizacji świata, czyli otwarcia go na nieskończoną ilość interpretacji. Dla romantyków - tak jak dla Nietzschego - "sens nigdy nie jest dany, lecz pozostaje wciąż do odkrycia w procesie nieskończonych przybliżeń, z których składa się nasza egzystencja" [MPM XLIV]. Stąd też zabiegi mitologizacji, romantyzacji i ironizacji świata pozwalają o prawdzie w filozofii romantyzmu myśleć jako o "efekcie ciągłych reartykulacji i nowych syntez" - jak celnie rzecz ujął Bowie[32]. Taką też prawdę(y) wyraża sztuka i literatura, w ujęciu romantyków stanowiące wzór dla filozofii. Epistemologiczne stanowisko romantyków jenajskich jest więc ściśle antyfundamentalistyczne, perspektywiczne i, oczywiście, ironiczne tym bardziej, gdy o ironii za Agatą Bielik-Robson pomyślimy jako o rodzaju "szczególnie luźnego wiązania, które potrafi zbierać, ważyć i zestawiać różne elementy bez wymuszania na nich redukcji do jedności"[33]. Pojawia się tu paralela z perspektywizmem Nietzschego, czyli przekonaniem o zależności interpretacji od ściśle usytuowanego punktu widzenia. Jest ona jednak pozorna. Uznając twórczość za interpretację wytwarzającą wielorakie sensy i narracje, romantyczna filozofia egzystencji opowiada się za pluralizmem ukazującym wielostronność naszego doświadczania świata. Mówiąc zaś o takiej różnorodności, mówimy o powstającej wskutek romantyzacji wielości narracji na temat świata. Mówimy zatem o rewindykacji niewspółmierności perspektyw, względności poznania i pluralizmie opinii, co istotnie pozwala myśleć o romantyzmie w kategoriach "idealizmu bez absolutów" - jak brzmi tytuł jednej z nowszych amerykańskich publikacji na temat filozofii romantyzmu[34]. Trop gasnącej ironii u Nietzschego Nietzsche oczywiście nie był entuzjastą takiej wizji kultury. Nie dopuszczał on możliwości, że oto w przestrzeni kultury różne prawdy istnieją na tych samych warunkach. Uznanie mnogości "małych prawd" nie implikuje u Nietzschego permisywizmu w kwestii tego, którą z perspektyw i interpretacji należy wybrać, lecz nakazuje stojącym za nimi wolom mocy ścierać się i toczyć kulturogenną batalię w dążeniu do panowania. Późny Nietzsche porzuca zresztą i tę wizję i zaczyna roić o podporządkowaniu społecznej masy tajemnej kaście filozofów przyszłości, "której poznanie będzie tworzeniem a tworzenie prawodawstwem" [PDZ § 211] i która wreszcie podyktuje nowe wartości. To ekstremalizujące się stanowisko każe mi się zastanawiać, czy nie jest aby tak, że dzieło Nietzschego rozwijało się jako projekt egzystencjalny, ironiczny i fantazmatyczny, z wielości interpretacji czyniący wielość baśni, a filozofię traktujący jako fantazjowanie, stwarzanie pozorów, mistyfikowanie[35], lecz u swego końca ugrzęzło w powadze i braku ironii, czyli braku dystansu wobec własnej filozofii i filozofii jako takiej. "Taneczny pas" filozofa, który - jak pisze Bogdan Banasiak w posłowiu do książki Nietzsche i filozofia Deleuze'a - Nietzsche "zmylił", polegałby na mówieniu "tak" wielości prawd. Przede wszystkim zaś polegałby na prywatnym poszukiwaniu własnej drogi do mądrości, nie zaś na próbach coraz dosadniejszego wyrażenia swoich myśli, którymi za wszelką cenę chce się z ludzkością podzielić. Podnieść życie do wyższej potęgi Kontynuujmy przegląd egzystencjalnych strategii romantyzmu. W cytowanej wcześniej wypowiedzi Novalisa o romantyzowaniu jest jedno zdanie, które chciałbym rozwinąć: "romantyzowanie to jakościowe potęgowanie" (qualitative Potenzirung). Michał Paweł Markowski oświecił mnie, że novalisowe "potencjalizowanie" oznaczać może "podnoszenie rzeczy do potęgi i w ten sposób przywracanie im ich nieskończonych możliwości" [MPM XLIX]. Myślę, że to właśnie sztuka potencjalizuje zwykłe życie, a oznacza to, że "nadaje mu ona wielowymiarowość, wprowadza w wielowykładalność, słowem: upowieściawia je" [MPM XLIX]. Nie zaryzykuje przeto blamażu ten, kto powie, że życie upowieściowione to coś więcej niż zwykłe życie - to egzystencja powstała w wyniku konsekwentnego Bildung. "Stać się człowiekiem to jest sztuka" - pisze Novalis [P § 153, s. 220] - a gdzie indziej mówi: "Wszystkie przypadki naszego życia są tworzywem, z którego możemy zrobić to, co chcemy. Wielki umysł uczyni ze swojego życia coś wielkiego". Uczynić z życia "coś wielkiego" to dla Novalisa zamienić je w "niekończący się romans" [KP § 66, s. 105] (w znaczeniu pięknej opowieści). Uformowane w ten sposób życie to "życie podniesione do potęgi (...), obdarzone sensem" [MPM L]. Jesteśmy znów bardzo blisko filozofii Nietzschego. Novalis pisze wszakże, że "Indywidualna praforma" każdego człowieka to nic innego jak "sztuka pełnego realizowania naszej woli" [AN § 256, s. 256]. I w innym fragmencie: "poszerzając i kształtując naszą aktywność, sami siebie przemienimy we własny los" [AN § 248, s. 252]. U Nietzschego podobnie: aby nadać sobie i życiu charakter, trzeba mieć wolę, trzeba umieć mówić: "tak, tego chciałem". Na powrót zadomowić się w świecie Na koniec chciałbym pokazać, w jaki sposób, przy użyciu jakich strategii, romantyzm aktywnie sprzeciwia się odczarowującemu świat, mechanistycznemu Weltanschauung. Nie ulega wątpliwości, że filozofia romantyczna zmierza do "odzyskania natury jako źródła sensu i orientacji"[36]. Dlatego zamiast twierdzić za Kantem, że aby zaistniał świat poznawalnych dla nas rzeczy, dana rzecz musi najpierw spełnić warunki ludzkiej wiedzy, filozofia romantyczna rewindykuje sensytywność, receptywność, otwartość i "nastrojenie" człowieka wobec otaczających go rzeczy oraz konkretnych warunków życia, które go determinują[37]. Człowiek odnajduje się w świecie zastanych możliwości na długo zanim będzie on w stanie określić własne możliwości działania. Nie oznacza to jednak, że nastawienie duszy romantycznej do świata jest identyczne z nastawieniem heideggerowskiego Dasein z "Bycia i czasu". W zrozumieniu tej kwestii znowu pomaga Agata Bielik-Robson. Czytamy: Podczas gdy Dasein żyje w stanie bezproblemowej 'zażyłości' ze światem, który jawi mu się przede wszystkim jako 'struktura powiązania tego, co poręczne', a więc w gruncie rzeczy swojskie, Ja romantyczne nie akceptuje stanu wrzucenia, nie czuje się harmonijnie dopasowane do swego otoczenia; przeciwnie, odbiera rzeczywistość odczarowania jako zagrożenie dla swej istoty (...). Inaczej bowiem niż heideggerowskie Dasein Ja romantyczne pojmuje swą istotę jako autonomiczną pojedynczość; wymiar indywiduacji, dla Heideggera praktycznie zaniedbywalny, tu okazuje się zasadniczy[38]. Dzięki lekturze "Ducha powierzchni" zrozumiałem, że sprawa z tzw. romantycznym holizmem i panteizmem nie jest oczywista. Nie można na przykład twierdzić, że romantycy w swym zachwycie nad naturą chcieli jakiegoś z nią zjednoczenia, jakiejś mistycznej, desubiektywizującej unii z całością bytu, o której lubił marzyć Nietzsche a za nim np. Bataille. Trzeba pamiętać, że "Ja romantyczne pragnie być nade wszystko Istnieniem Poszczególnym"[39]. Mówiąc językiem Nietzschego z "Niewczesnych rozważań", powiedzieć można, że dusza romantyczna "chce odpowiadać za swe istnienie przed samą sobą. Chce ona być rzeczywistym sternikiem tego istnienia i nie dopuścić, by egzystencja jej równała się bezmyślnej przypadkowości" [NR, s. 126]. Romantycy przyjmują do wiadomości nowoczesne odczarowanie świata i wyodrębnienie się z niego suwerennej jednostki, która obcy sobie świat postrzega jako zagrożenie dla swojego "pięknego wnętrza". "Zbliżenie się" do bytu, do natury nie polega więc u nich na jakimś zabiegu fizycznym czy mistycznym, lecz na wykorzystaniu wewnętrznego potencjału jednostki. Potencjałem tym jest wyobraźnia, albowiem to dzięki niej człowiek jest w stanie narzucić rzeczywistości artystyczną formę. Marzymy o podróżach przez wszechświat - pisze Novalis - a czyż wszechświat nie jest w nas samych? Nie znamy głębin naszego ducha. Do wewnątrz prowadzi tajemnicza droga. Wieczność z jej światami, przeszłość i przyszłość są w nas albo nie ma ich nigdzie. Świat zewnętrzny jest światem cieni i rzuca cień w królestwo światła [KP § 16, s. 93]. Człowiek jest w stanie - zacytuję Blake'a - "Zobaczyć świat w ziarenku piasku / Niebiosa w jednym kwiecie z lasu / W ściśniętej dłoni zamknąć bezmiar / W godzinie - nieskończoność czasu"[40] - nie dlatego, że wszedł w tajemniczą unię z bytem sprawiającą, że świat wreszcie jawi mu się "bez zwłoki" - by użyć idiomu Bataille'a - lecz dlatego, że jego wyobraźnia na chwilę uwzniośliła, zaczarowała, zironizowała codzienność. Tu jest okazja, by zgodzić się z pomstującym na romantyczną ironię Kierkegaardem, według którego jest ona "światopoglądem mistyfikującym otaczający świat"[41]. Dokładnie w tej tonacji pisze o romantyzowaniu Schlegel w "Mowie o mitologii". Czytamy: Najwyższym pięknem, a nawet najwyższym porządkiem, jest piękno i porządek chaosu, takiego chaosu, który tylko czeka na dotknięcie miłości, aby rozwinąć się w harmonijny świat, taki świat, jakim była również dawna mitologia i poezja [MOM, s. 176]. Schleglowskie "dotknięcie miłości" mamy pełne prawo porównywać do "organizowania chaosu" [NR, s. 121] - owej zdolności, którą Nietzsche tak chwalił u Greków. W romantyzmie strategia ta pozwala "odsłonić przelotny, epifaniczny błysk zjawisk, wyjętych na chwilę spod panowania zimnych praw nauki"[42], ale pozostaje zawsze aktywnością wyobraźni jako zasady ekspresyjnej i twórczej. Do świata materii dodaje ona element ludzki: sens, afekt, magiczny czar, kolor i to sprawia, że zjednanie się z całością bytu jest w romantyzmie raczej typem projekcji, zabiegiem wyobraźni, która odpowiada na impulsy płynące z tej pierwszej, zimnej, odczarowanej natury, tworząc obraz romantyczny: wizję udoskonaloną, zgodnie ze sławami Novalisa piszącego w aforyzmach o Goethem, że w oglądzie romantycznym "natura powinna stać się sztuką a sztuka drugą naturą" [OG § 468, s. 312]. Przypomnę raz jeszcze, że podmiotowość romantyczna chroni swą indywidualność, dlatego nie chce powrotu do swej dawnej, mitycznej zależności od potęg bytu. Ale jednocześnie nie chce ona czuć się ze świata wygnana. W tym kontekście warto pamiętać i ten aforyzm Novalisa: "świadomość to byt poza bytem w bycie" [AF § 2, s. 11]. Rodzący się tu paradoks dusza romantyczna rozwiązuje podejmując się zaczarowania świata na własną miarę, w takim stopniu, by na powrót stał się on jej domem. Zadanie zaczarowania spełnia romantyczna Poiesis, która "leczy rany, jakie zadaje rozum" [FS § 572, s. 340]. A co z filozofią? Filozofia jest "tęsknotą za domem - potrzebą by wszędzie być w domu" [NRE § 857, s. 155]. Skoro tak, to filozofowanie - jak każda aktywność twórcza - jest pracą nad tym, by swą egzystencję pogodzić ze światem, by odjąć mu jego bezduszny charakter. Zakończenie Widzimy teraz, że u romantyków odnaleźć można wiele ścieżek, którymi potem będzie szedł Nietzsche. U Novalisa i Schlegla mamy przede wszystkim troskę o twórczy indywidualizm i odniesienie go do całości bytu. Problem ten, jak się okazuje, romantycy próbują rozwiązywać stawiając na twórcze zabiegi interpretacyjne. Pierwszeństwo ma tu indywiduum realizujące różne strategie przeżycia w odczarowanym świecie. Te strategie to romantyzacja i mitologizacja świata oraz ironizacja prawdy o nim. Do tego dochodzi podnoszenie życia do wyższej potęgi i obdarzanie świata "dotknięciem miłości", by ponownie poczuć się w nim jak w domu. Egzystencja rozumiana jest w filozofii romantyzmu zawsze jako przestrzeń kreacji - powoływania do życia nowych form, by zobaczyć świat na nowo. Tworząc to, co nowe i snując poetyckie wizje, romantyk podnosi zwykłe życie do wyższej potęgi i wyciska na rzeczywistości swoją wolę. Oto romantyzm silny, aktywistyczny, "wewnątrzświatowy", jakże odmienny od nietzscheańskiej jego konstrukcji i jakże bliski filozofii Nietzschego. [1] To spojrzenie na romantyzm jenajski zawdzięczam książkom Agaty Bielik-Robson oraz esejowi Michała Pawła Markowskiego Poiesis. Friedrich Schlegel i egzystencja romantyczna, [wstęp w:] Friedrich Schlegel, Fragmenty, przeł. C. Bartl, opracował, wstępem i komentarzami opatrzył M. P. Markowski, Wyd. Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2009. Od tej chwili cytowane jako MPM z podaniem numeru strony. [2] Zob. E. Behler, Nietzsche und die Frühromantische Schule, "Nietzsche Studien" nr 7 (1978). [3] Wykaz stosowanych skrótów dzieł Nietzschego: NR - Friedrich Nietzsche, Niewczesne rozważania, przeł. L. Staff, Zielona Sowa, Kraków 2003; PDZ - Friedrich Nietzsche, Poza dobrem i złem, przeł. P. Pieniążek, Zielona Sowa, Kraków 2004; PS - Friedrich Nietzsche, Próba samokrytyki, [w:] Narodziny tragedii albo Grecy i pesymizm, przeł. B. Baran, Wyd. Baran i Suszyński, Kraków 2001; WM - Friedrich Nietzsche, Wola mocy, przeł. S. Frycz i K. Drzewiecki, Kraków 2003; WR - Friedrich Nietzsche, Wiedza radosna, przeł. L. Staff, Zielona Sowa, Kraków 2003; ZB - Friedrich Nietzsche, Zmierzch bożyszcz, przeł. G. Sowiński, Wydawnictwo "A", Kraków 2000. [4] A. Bielik-Robson, Duch powierzchni. Rewizja romantyczna i filozofia, Universitas, Kraków 2004, s. 8. [5] Ph. Lacoue-Labarthe, Nancy, The Literary Absolute: The Theory of Literature in German Romanticism, transl. Ph. Barnard and Ch. Lester, State University of New York Press, Albany 1988, s. 12. [6] J. W. Eckermann, Rozmowy z Goethem, przeł. K. Radziwiłł i J. Seltzer, PIW, Warszawa 1960, s. 214. [7] A. Bielik-Robson, Duch powierzchni, dz. cyt., s. 74. [8] ...Bo czyż czar wszelki nie znika, nie gaśnie / W zimnym zetknięciu z filozofią właśnie? / Była na niebie tęcza niepojęta, / Czym jest, już wiemy: została wciągnięta / W nudny katalog rzeczy znanych świetnie. / Filozof skrzydła anioła obetnie, / W sprawach tajemnych o ład się postara, / Rozpędzi zjawy w powietrzu, w pieczarach, / Tęczę rozprzędzie... - John Keats, Lamia, [w:] Poezje wybrane, Przeł. Z. Kierszys, PIW, Warszawa 1962. [9] A. Bielik-Robson, Syndrom romantyczny: Stanisław Brzozowski i rewizja romantyzmu, [w:] tejże, Romantyzm, niedokończony projekt. Eseje, Universitas, Kraków 2008, s. 82. [10] Tamże, s. 80. [11] P. Pieniążek, Suwerenność a nowoczesność. Z dziejów poststrukturalistycznej recepcji Nietzschego, Wyd. Uniwersytetu Łódzkiego, Łódź 2006, s. 472. [12] Tamże, s. 472. [13] Tamże, s. 472-473. Por. P. Pieniążek, Nietzsche i Kruszenie nowoczesności, "Przegląd Filozoficzno-Literacki", nr 2 (2009), s. 394. [14] Zob. M. Peckham, Towards a Theory of Romanticism, "PMLA", nr 61 (1951), s. 20-21. [15] P. Pieniążek, Suwerenność a nowoczesność..., dz. cyt., s. 464. [16] Tamże, s. 465. [17] Tamże. [18] Wykaz stosowanych skrótów dzieł Schlegla: I - Friedrich Schlegel, Idee, [w:] tenże, Fragmenty, przeł. C. Bartl, opracował i wstępem opatrzył M. P. Markowski, Wyd. Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2009; A - Friedrich Schlegel, Fragmenty z "Athenaeum" (tamże); L - Friedrich Schlegel, Fragmenty z "Liceum" (tamże); MOM - Friedrich Schlegel, Mowa o mitologii, [w:] Manifesty romantyzmu 1790-1830. Anglia, Niemcy, Francja, red. A. Kowalczykowa, PWN, Warszawa 1995. [19] R. Safranski, Nietzsche. Biografia myśli, przeł. D. Stroińska, Czytelnik, Warszawa 2003; por. MPM XII (przypis 17). [20] Zob. F. C. Beiser, The Concept of Early German Romanticism, Harvard University Press, Cambridge, s. 100. [21] Kritische Friedrich Schlegel Ausgabe, hg von. E. Behler, F. Schöningh, Paderborn, 1958, t. XVIII, s. 87; cyt za: MPM 15. [22] Wykaz stosowanych skrótów dzieł Novalisa: NRE - Novalis, Notes for a Romantic Encyclopaedia. Das Allgemaine Brouillon, Translated, Edited and with an Introduction by David Wood, State University of New York Press, Albany 2007; AF - Novalis, Aforyzmy [wybór z Fichte-Studien] wyb. i przeł. J. Bester, PIW, Warszawa 1983; KP - Novalis, Kwietny pył [w:] Novalis, Uczniowie z Sais. Proza filozoficzna - studia - fragmenty, wybrał, przełożył, wstępem i przypisami opatrzył Jerzy Prokopiuk, Czytelnik, Warszawa 1984; OG - Novalis, O Goethem (tamże); AN - Novalis, Anegdoty (tamże); P - Novalis, Poetycyzmy (tamże); FS - Fragmenty i studia (tamże). [23] A. Bielik-Robson, Duch powierzchni, dz. cyt., s. 202. [24] S. Brzozowski, Głosy wśród nocy. Studya nad przesileniem romantycznem, red. Ostap Ortwin, Lwów 1912, s. 14, 15. [25] P. Graczyk, Ironia i kicz jako pojęcia polityczne, s. 1 (paginacja według wydruku). [26] J. Young, Nietzsche's Philosophy of Art, Cambridge University Press, Cambridge 1992, s. 147. [27] A. Bowie, From Romanticism To Critical Theory: The Philosophy of German Literary Theory, Routledge, New York 1997, s. 75. [28] E. Millán-Zaibert, Schlegel and the Emergence of Romantic Philosophy, State University of New York Press, Albany 2007, s. 40. [29] S. Kierkegaard, O pojęciu ironii, przeł. A. Diakowska, KR, Warszawa 1999, s. 250. [30] F. Schlegel, Kritische Schriften und Fragmente 1-6, Ferdinand Schöningh, Paderborn 1988, t. 2, s. 237; cyt. za: A. Bowie, From Romanticism To Critical Theory..., dz. cyt., s. 77. [31] F. Rush, Irony and Romantic Subjectivity, [w:] Philosophical Romanticism, ed. N. Kompridis, Routledge, New York 2006, s. 181. [32] A. Bowie, From Romanticism..., dz. cyt., s. 85. [33] A. Bielik-Robson, Duch powierzchni, dz. cyt., s. 198. [34] Zob. Idealism without Absolutes. Philosophy and Romantic Culture, ed. T. Rajan, A. Plotnitski, State University of New York Press, Albany 2004. [35] B. Banasiak, Problemat Nietzschego, [posłowie w:] G. Deleuze, Nietzsche i filozofia, przeł. B. Banasiak, Spacja/Pavo, Warszawa 1993, s. 211. Zob. też P. Klossowski, Pozór filozofa oszusta, fantazmat i zasada rzeczywistości, przeł. B. Banasiak, "Colloquia Communia", nr 1-3 (1988). [36] N. Compridis, Introduction. Re-inheriting Romanticism, [w:] Philosophical Romanticism, ed. N. Compridis, Routledge, New York 2006, s. 5. [37] Zob. na ten temat: F. C. Beiser, The Early Concept..., dz. cyt., s. 100 i nn; S. Cavell, The Future of Possibility, [w:] Philosophical Romanticism, ed. N. Compridis, Routledge, New York 2006; M. Steel, Letting Oneself Be Determined: A Revised Concept of Self-Determination, [w:] tamże. [38] A. Bielik-Robson, Duch powierzchni, dz. cyt., s. 32-33. [39] Tamże, s. 33. [40] W. Blake, Wróżby niewinności, [w:] Poezje zebrane, przeł. Z. Kubiak, PIW, Warszawa 1972, s. 104. [41] S. Kierkegaard, O pojęciu ironii, dz. cyt., s. 244. [42] A. Bielik-Robson, Duch powierzchni, dz. cyt., s. 120. do góry strona 30 strona 31 strona 32 strona 33 strona 34 strona 35 strona 36 strona 37 strona 38 strona 39 strona 40 strona 41 strona 42 strona 43 strona 44
Dołącz do innych i śledź ten utwór Scrobbluj, szukaj i odkryj na nowo muzykę z kontem Czy znasz wideo YouTube dla tego utworu? Dodaj wideo Czy znasz wideo YouTube dla tego utworu? Dodaj wideo O tym wykonwacy Kuban 15 971 słuchaczy Powiązane tagi Kuban (właściwie Kuba Kiełbiński) - raper z Opoczna, rocznik 93. Największy atut Kubana to niespotykany na polskiej scenie naturalny luz i wyczucie, przez które swoim leniwym "slow-flow" idealnie odnajduje się na bitach i tworzy świetny chilloutowy klimat. Luz ten przejawia się i w warsztacie i w podejściu do życia - Kuban żyje swoim rytmem, nigdy się nie spieszy, nie ogarnia do końca codziennej rzeczywistości a zasłuchany w produkcje takich gości jak ScHoolboy Q, Mac Miller, Dizzy Wright czy Danny Brown przenosi na polski grunt nowoczesne trendy i brzmienie taki… dowiedz się więcej Kuban (właściwie Kuba Kiełbiński) - raper z Opoczna, rocznik 93. Największy atut Kubana to niespotykany na polskiej scenie naturalny luz i wyczucie, przez które swoim leniwym &quo… dowiedz się więcej Kuban (właściwie Kuba Kiełbiński) - raper z Opoczna, rocznik 93. Największy atut Kubana to niespotykany na polskiej scenie naturalny luz i wyczucie, przez które swoim leniwym "slow-flow" idealnie odnajduje się na bi… dowiedz się więcej Wyświetl pełny profil wykonawcy Podobni wykonawcy Gedz 35 344 słuchaczy Wyświetl wszystkich podobnych wykonawców
Agata Witkowska-WójtowiczUniwersytet Śląski Pamięci Josifa Brodskiego w 10. rocznicę śmierci Imię Josif Brodski urodził się 24 maja 1940 roku w Leningradzie. Zdanie banalne, proste i mało atrakcyjne, jak na zdanie rozpoczynające jakikolwiek tekst i mające stanowić zachętę do dalszej lektury. Ale jeżeli przyjrzymy mu się bliżej, bez uprzedzeń do formy nadużywanej przez młodzież szkolną, doszukać się możemy w nim bardzo istotnych treści. To zdanie zawiera podmiot, będący równocześnie głównym przedmiotem naszego zainteresowania i naszych rozważań. Zawiera imię i nazwisko człowieka. Nazwa wskazuje, wyodrębnia, a co za tym idzie staje się z człowiekiem tożsama. Podstawową funkcją imienia jest wskazanie na człowieka jako na jednostkę. (...) wskazuje ono na konkretnego człowieka i tak umożliwia jego identyfikację w czasie i przestrzeni.[1] Imię będzie żyło w symbiozie z człowiekiem, który je nosi, będzie mu służyć.. Będzie sygnowało grzbiety napisanych przez niego książek, będzie widniało w alfabetycznych katalogach bibliotecznych, a w przyszłości wskazywać będzie na miejsce jego wiecznego spoczynku. Bo kiedy człowiek przestaje istnieć, jego imię i nazwisko pozostaje i nadal go reprezentuje. Czasem, z rozmaitych przyczyn i pobudek, człowiek zmienia swoje imię, przybiera inne, lub ma ich wiele, nie ujawnia swojej tożsamości, albo sugeruje jej wielość. Ale ta sytuacja naszych rozważań nie dotyczy. Rzecz, gdy została nazwana imieniem, Natychmiast może stać się częścią mowy.[2] Napisał Brodski w jednym ze swoich wczesnych poematów. Sens tych słów należy odnieść do wszystkich rzeczy, także tych ożywionych. Z punktu widzenia gramatyki jesteśmy rzeczownikami, przypisanymi porządkowi langue, a realizującego się w parole. A język, w mowie czy piśmie, skutecznie opiera się niszczącej działalności czasu. Powinien być zatem dla nas bezcenny jako miejsce trwania.[3] To zdanie zawiera również informacje o czasie i przestrzeni, które zostają dane i przypisane człowiekowi z chwilą jego przyjścia na świat. Każdemu człowiekowi. Jest to sytuacja uniwersalna, archetypiczna, powszechna. To jest nasze dziedzictwo. Imię nadane. Nazwisko po rodzicach. Komplet genów określających płeć, wygląd, niektóre skłonności, czy zdolności, określane jako cechy wrodzone, a o których tak naprawdę niewiele wiemy, bo nie zostały ciągle jeszcze przez naukę do końca przebadane i zdefiniowane.[4] To przestrzeń w której zaczniemy wzrastać, która będzie na nas wpływać we wczesnym dzieciństwie, którą będziemy oddychać, będziemy ją chłonąć, będziemy odbierać jako naturalną, aż do momentu zetknięcia się z innymi ludźmi, innym myśleniem, a może i inną kulturą, i innymi, odmiennymi od naszej przestrzeniami. Ta pierwsza przestrzeń życiowa, to poza przestrzenią fizyczną: domem rodzinnym, ulicą, miastem, także ojczysty język, wzory i normy zachowań, tradycja, to wszystko to co nazywamy przestrzenią kulturową. To wreszcie taki a nie inny czas historyczny w którym przyjdzie nam żyć, i który będzie z czasem naszego życia nierozerwalnie spleciony. Początek To zdanie stanowi początek. Jest punktem wyjścia historii jednostki. By zacząć opowieść zawsze musi być jakiś początek. Coś musi się najpierw stać, by coś innego mogło stać się potem We wszystkim, co się staje potem, znać jakiś ślad tego co było przedtem. Logiki tej nie można odwrócić.[5] Człowiek swoich początków nie pamięta. Pomimo, że w nich uczestniczy nie czyni tego świadomie, jest jednostką jeszcze nie samodzielną. Już autonomiczną, ale jeszcze nie ukonstytuowaną. Już artykułującą swoje potrzeby, ale jeszcze pozbawioną autorefleksji, czy dystansu do samego siebie i otaczającego go świata. Pisząc o dzieciństwie nie możemy nie wspomnieć o wadze jaką dla tego okresu przywiązywał twórca psychoanalizy Zygmunt Freud. Z perspektywy psychologii głębi odkrytej i opisanej przez niego (chociaż stosunkowo słabo udowodnionej) należy patrzeć na człowieka jako na istotę złożoną, skomplikowaną wewnętrznie i nigdy do końca nie samoświadomą. Psychika ludzka składająca się z ego, id i superego zawiera takie obszary do których mamy dostęp tylko częściowy. Procesy zachodzące w naszej nieświadomości, czy nadświadomości, a będące poza naszą kontrolą, mają na ludzką osobowość i zachowania niebagatelny wpływ. To właśnie w nich teorii Freuda tkwi źródło późniejszych neuroz, fobii, kompleksów, przejęzyczeń, czynności omyłkowych, marzeń sennych, czy potrzeb kompensacyjnych.[6] Freud jest uczonym kontrowersyjnym i paradoksalnym, z jednej strony odkrywając złożoność, niejednorodność i nieświadomość psychiki ludzkiej, stał się inspiracją dla wielu naukowych dywagacji i zupełnie rewolucyjnych poczynań w sztuce (w czystej postaci wykorzystywał tę myśl surrealizm czy dadaizm), przede wszystkim przeczących pozytywistycznemu kartezjańskiemu racjonalizmowi. Z drugiej stał się celem krytyki zarzucającej mu, że sprowadził całe skomplikowane bogactwo natury ludzkiej do prostego wspólnego mianownika tłumionych popędów seksualnych i nieuświadomionych, wypartych, traumatycznych przeżyć z dzieciństwa. Nie tylko Adler czy Jung, ale i Brodski do takiego uproszczenia odnieśli się sceptycznie. Ani przez chwilę nie wierzę, żeby wszystkie klucze do charakteru można było znaleźć w dzieciństwie. Od mniej więcej trzech pokoleń Rosjanie żyją we wspólnych mieszkaniach i zatłoczonych pokojach, a nasi rodzice uprawiali miłość, kiedy my dzieci, udawaliśmy, że śpimy. Potem była wojna, głód, nieobecni, lub okaleczeni ojcowie, lubieżne matki, oficjalne kłamstwa w szkole i w domu. [...] - wszystko to nie miało większego wpływu na naszą moralność czy nasz zmysł estetyczny, czy wreszcie na nasza zdolność kochania i cierpienia.[7] A w innym miejscu tego samego eseju poświęconemu wspomnieniom lat wczesnej młodości, napisanego w 1976 roku, już z oddalenia spowodowanego emigracją, dodaje przemyślenie bardzo istotne, a dla Brodskiego charakterystyczne w swojej bezkompromisowości. W pewnym sensie nigdy nie było czegoś takiego jak dzieciństwo. Te kategorie - dzieciństwo, dorosłość, dojrzałość - wydają mi się bardzo dziwne i jeśli czasem posługuję się nimi w rozmowie, uważam je w duchu, na prywatny użytek, za wypożyczone. Myślę, że zawsze było jakieś "ja" wewnątrz tej małej, potem nieco większej skorupki, dookoła której działo się "wszystko". Wewnątrz tej skorupki istnienie, które zwiemy "ja", nigdy się nie zmieniło i nigdy nie przestało obserwować tego, co odbywało się na zewnątrz.[8] W każdym razie o faktach, które miały miejsce w naszym wieku niemowlęcym i wczesnym dzieciństwie człowiek dowiaduje się z relacji świadków, opowiedzą mu o nich jego najbliżsi i rodzinna dokumentacja. Gorzej kiedy początki te okrywa mrok niepamięci, lub kiedy toną w bezmiarze czasu. Wtedy budzi się potrzeba mitologizacji, uzupełnienia tak istotnego braku. Potrzeba poznania własnych, a nie zarejestrowanych przez świadomość, czy historię początków manifestuje się we wszystkich kręgach kulturowych w mitach. To wyraz tęsknoty człowieka do osadzenia swojej historii w jakimś kontekście, wyraz chęci posiadania korzeni, przodków. Właśnie zakorzenienia się. To próba ogarnięcia chaosu, zmienności, alogiczności otaczającego nas świata, to próba uporządkowania go na ludzką miarę, wywiedzenia chronologii, wyjaśnienia znaczeń funkcjonujących w danej kulturze symboli, obrzędów, czy zwyczajów, które są wspólną własnością wszystkich członków danej społeczności, które ją tworzą i spajają, stanowiąc o jej tożsamości, odrębności, odróżniającej ją jednocześnie od Innych.[9] Biblijnym początkiem historii ludzkiej naszego kręgu kulturowego jest akt stwórczy Boga-Demiurga powołującego do istnienia Adama. A jeszcze nie było żadnego krzewu polnego na ziemi ani nie wyrosło żadne ziela polne, bo Pan Bóg nie spuścił deszczu na ziemię i nie było człowieka, któryby uprawiał rolę, a tylko mgła wydobywała się z ziemi i zwilżała całą powierzchnię gleby, ukształtował Pan Bóg człowieka z prochu ziemi i tchnął w nozdrza jego dech życia. Wtedy stał się człowiek istotą żywą.[10] Przyjrzyjmy się krajobrazowi. Jest martwy, pustynny, pozbawiony życia, a co za tym idzie i czasu. Jest miejscem, któremu nie został nadany jeszcze żaden ludzki sens. Bóg Stwórca i pusta ziemia mają wymiar nieludzki, podobnie jak Wieczność, czy niezmierzone przestrzenie Kosmosu. Krajobraz zostaje ożywiony przez obecność istoty ludzkiej, która od momentu swojego stworzenia, od prapoczątków, ma swoje miejsce dane jej przez Boga i która wraz z życiem uruchamia swój biologiczny czas istnienia. Czas początkowo nieograniczony. Przestrzeń początkowo rajska. Potem zasadził Pan Bóg ogród w Edenie, na wschodzie. Tam umieścił człowieka, którego stworzył.[11] Wszystko do momentu zrobienia przez człowieka użytku z danej mu wolnej woli, do momentu złamania zakazu i zerwania owocu z drzewa wiadomości dobrego i złego. Tak zaczyna się ludzka Odyseja. Odtąd poznajemy, odkrywamy, tworzymy ale za cenę wygnania, wiecznej tułaczki, cierpienia, tęsknoty za utraconym edenem. Boleśnie doświadczamy konsekwencji nierozważnego czynu naszych prarodziców. Wiemy już, że każdy wybór to równocześnie strata tego czego nie wybraliśmy, że poznanie jest rzeczą złudną, bo ograniczają nas nasze niedoskonałe zmysły i rozum, że życie, chociażby najdłuższe zawsze kończy się śmiercią, i że póki, co wędrowcami jesteśmy niepewnymi dnia, ani godziny, zagubionymi w niekoniecznie przyjaznym nam wszechświecie. Od nieposłuszeństwa zaczyna się nasza historia, od przekroczenia zakreślonej granicy, od pokusy, silniejszej od rozsądku, od ciekawości. Taki jest nasz mit o Początku. Taki jest początek historii ludzi z biblijnego kręgu, wychowanych w tradycji judeochrześcijańskiej.[12] I obojętnie czy ten mit przyjmujemy z dobrodziejstwem inwentarza, z pokorą i wiarą, czy jesteśmy sceptykami i będziemy go kwestionować, czy w ogóle nad nim zastanawiać się nie będziemy, to taka jest nasza tradycja. I wszelkie związane z nią konsekwencje. Brodski do tego kręgu należał. Nie będąc człowiekiem religijnym wielokrotnie w swojej twórczości poetyckiej sięgał do tematów biblijnych bezpośrednio, lub w niezliczonej ilości odniesień i cytatów.[13] Dramat Narodziny, stanowiące początek metaforycznej drogi człowieka, są sytuacją nieodwracalną. To fakt. Fakt przez człowieka niezawiniony, a brzemienny w skutki. Fakt dramatyczny. Rozumieć dramat to zrozumieć, że człowiek jest istotą dramatyczną. Dokonując krok po kroku rozjaśnienia ludzkiej egzystencji jako egzystencji dramatycznej, przywracamy pojęciu dramatu właściwy sens. Być istotą dramatyczną znaczy: przezywać dany czas, mając wokół siebie innych ludzi i ziemię jako scenę pod stopami.[14] Słowo dramat, z greki drama - czynność, działanie, od czasów "Poetyki" Arystotelesa kojarzone jest z teorią literatury. Dramat jest jednym z trzech głównych rodzajów literackich (obok epiki i liryki).Trzeba pamiętać, że oprócz poważnego dramatycznego charakteru, obok tragedii, zawiera w sobie: groteskę, satyrę i komedię. Istotą dramatu na płaszczyźnie językowej jest dialog, przeznaczeniem realizacja sceniczna.[15] Biorąc pod uwagę te cechy możemy łatwo wysnuć paralelę dramatu z życiem, gdzie śmiech przeplata się z płaczem, sytuacje tragiczne z komicznymi, gdzie człowiek koegzystuje z innym człowiekiem, a płaszczyzną wzajemnego porozumienia jest dialog , gdzie odkrywamy coraz to nowe formy dyskursów, gdzie do odegrania mamy szereg ról społecznych. Rzeczywistość ludzka realizuje się tu poprzez działanie, a napięcia przebiegają "pomiędzy", jest dynamiczna, wieloznaczna, kreatywna. Świat jako scena, od czasów co najmniej Szekspira, nie jest to oczywiście porównanie ani nowe, ani oryginalne, ale ciągle przywoływane i aktualne[16]. Wojna Na scenie życia Brodski pojawił się jednak nie w czasie radosnej fety, chociaż w wymiarze rodzinnym, narodziny zaliczamy raczej do wydarzeń radosnych niż smutnych, ale w czasie tragicznym. Była wojna. Wojna pomimo, że z perspektywy jednostki jawi się jako rzecz katastrofalna, apokaliptyczna, to w perspektywie historycznej raczej jest to rzecz zwykła, powszechna. Historia bez wątpienia musi się powtarzać, bo podobnie jak ludzie historia nie ma wielkiego wyboru.[17] Jak z obserwacji i częstotliwości występowania konfliktów zbrojnych wynika należymy do gatunku agresywnego ze skłonnościami i do okrucieństwa i destrukcji. Tworzymy i niszczymy, czasem robiąc te dwie rzeczy jednocześnie. Chętnie używamy przemocy i siły, ciągle doskonaląc się w tym zakresie. Zdobywamy, podbijamy, anektujemy, dzieląc przestrzeń na Swoją i Obcą, ludzi na Swoich i Obcych. Dorabiamy do tego ideologie, uprawiamy propagandę, wykorzystujemy symbole. Wojna jest czasem odwrócenia dotychczas obowiązujących wartości, jest wprowadzeniem chaosu, w świat porządku i ładu, po to by jakiś nowy porządek wprowadzić, jest rodzajem makabrycznej zabawy, jeśli przyjmiemy optykę widzenia natury ludzkiej Johana Huizingi historyka i filozofa kultury[18], który nazwał nasz gatunek homo ludens, zaś rozwijając tę myśl Roger Caillois zakwalifikował wojnę do gier i zabaw, a ściślej do ilinxu, gier ekstremalnych, emocjonujących, podnoszących poziom adrenaliny u jej uczestników. [19] Wojna jest zawsze czasem próby. Czasem zmagań, nierzadko heroicznych, w walce o byt, o godność, o człowieczeństwo; zmagań z materią, z własną słabością, z sumieniem. Jest też czasem ujawniania się niskich instynktów, podłości, egoizmu, nienawiści skierowanej przeciwko bliźniemu. Jest czasem trudnej ludzkiej solidarności, empatii, współczucia i rozumienia, ale też czasem zabijania. Wybory wojenne nigdy nie są proste, czy jednoznaczne, trzeba pamiętać o strachu, o bólu, o chęci odwetu. To że moje istnienie odbiera miejsce innemu istnieniu. Być może za tym kryje się doświadczenie ważne dla pokolenia Levinasa, który bardzo często w swych tekstach powiada ,że w ogóle istnienie jest złe, więc trzeba je usprawiedliwić przez dobro. Istnienie jest złe, bo zajmuję innym miejsce. Być może jem chleb przeznaczony dla nich. Być może mieszkam w mieszkaniu, w którym mogliby mieszkać. Zajmuję ich miejsce pod słońcem.[20] Historia nie liczy się z odczuciami pojedynczego człowieka, człowiek staje się z podmiotu, przedmiotem, a przedmiot bywał w ostatniej europejskiej wojnie zredukowany do numeru. Czas wojny jest czasem grozy, bo ludzkie życie nie jest już wartością. Wojna to przede wszystkim anonimowość śmierci. W "Całości i nieskończoności" Levinas pisze o śmierci bez twarzy. Jeśli życie człowieka jest jedyne w swoim rodzaju, niepowtarzalne, nie tylko dlatego, że nie ma dwóch takich samych istot ludzkich, ale także dlatego, że nasz czas jest nieodwracalny, to śmierć powinna być fundamentalnym doświadczeniem, czymś wyjątkowym, jak koniec świata. I oto śmierć okazuje się niema i anonimowa.[21] Doświadczenie Levinasa, doświadczenie wojny jest tak ważne dla dookreślenia osoby Brodskiego ponieważ należał on również do narodu, skazanego przez ideologię faszystowską na zagładę. Brodski był Żydem, będąc równocześnie Rosjaninem, czyli należał do dwóch narodów tragicznie dotkniętych przez los w czasie minionej wojny. Sam jestem, oczywiście, Żydem - z krwi, z urodzenia, lecz nie - zapewne, niestety - wychowania. Tyle, jeżeli chodzi o poczucie więzi, może z wyjątkiem tego, że urodziłem się, gdy oni, tamci Żydzi, ginęli, lecz nie bardzo byłem świadom ich losu aż do późnych lat młodzieńczych (...) Miałem wątpliwy luksus bycia bezrozumnym berbeciem oddanym wdzięcznej paplaninie, kiedy tamci odchodzili z dymem krematoriów i komór gazowych na terenach znanych dzisiaj pod nazwą Europy Wschodniej i Środkowej, które jednak ja i część moich przyjaciół nadal uważamy za Azję Zachodnią. Mam również świadomość, że gdyby nie tych dwadzieścia milionów nie żyjących Rosjan, mógłbym się pod wieloma względami utożsamiać z żydowskimi ofiarami Trzeciej Rzeszy.[22] Przytoczmy lakoniczne, pozbawione emocji zdanie z encyklopedycznej notki dotyczącej historii Petersburga (Leningradu): Podczas II wojny światowej od września 1941 do stycznia 1944 roku zablokowany od strony lądu przez Niemców, bronił się skutecznie przed ich atakami około 900 dni dzięki determinacji głodujących mieszkańców (z głodu zmarło około 630tys. osób).[23] Brodski nie zapamiętał tych dni. Jego pierwsze, zresztą spisane dużo później (1976 roku) wspomnienia, dotyczą już lat powojennych: Kiedy wynurzyliśmy się spod wojennych gruzów, państwo było zbyt zajęte lizaniem własnych ran, żeby nas pilnować. Poszliśmy do szkół i aczkolwiek uczono nas tam wzniosłych bredni, widzieliśmy dokoła siebie cierpienie i biedę. Ruin nie da się przykryć stronnicą "Prawdy". Wystawy sklepów ziały pustką jak oczodoły kościotrupa, a chociaż byliśmy małymi dziećmi, instynktem wyczuwaliśmy tragedię.[24] Nie wiemy w jaki sposób matka Josifa z maleńkim dzieckiem przeżyła czas oblężenia. Przeżyli. Ojciec, w tym czasie zmobilizowany walczył w Marynarce Wojennej. Wojna zaczęła się dla niego w 1940 roku w Finlandii, a skończyła w 1948 roku w Chinach. Dosłużył się stopnia kapitana. Wrócił. Nigdy we wspomnieniach, czy rozmowach rodzice Josifa nie poruszali tematu blokady Leningradu. Stracili dom w wyniku bombardowania, ofiarą głodu padła jedyna siostra ojca. Spotkanie Poznałam osobiście Josifa Brodskiego prawie pięćdziesiąt lat później w moim rodzinnym mieście. 22 czerwca 1993 roku Brodski przyjechał do Katowic, by na Uniwersytecie Śląskim odebrać przyznany mu tytuł doktora honoris causa. Był już wtedy uznanym pisarzem, rosyjskim poetą i amerykańskim eseistą, profesorem, laureatem literackiej Nagrody Nobla za rok 1987. Uważano wtedy, że jest - obok Czesława Miłosza - najwybitniejszym żyjącym poetą Słowiańszczyzny. Towarzyszyli mu jego przyjaciele, poeci i tłumacze. Był Czesław Miłosz, Stanisław Barańczak, Wiktor Woroszylski, Andrzej Drawicz, Tomas Venclova, Jan Gondowicz, krytycy, literaturoznawcy, a także liczni czytelnicy. Warto wspomnieć również, że jednym z inicjatorów tego wydarzenia był ówczesny dyrektor Teatru Śląskiego Bohdan Tosza. Trzy lata wcześniej 20 października 1990 na scenie Kameralnej Teatru Śląskiego odbyła się prapremiera polska dramatu Brodskiego "Marmur" w jego reżyserii, a kilka miesięcy później zrealizowane zostało przez tego samego reżysera i aktorów Teatru Śląskiego słuchowisko radiowe "Proces Brodskiego" z Wiesławem Kańtochem w Roli Poety. Z okazji przyjazdu autora do Katowic przedstawienie wznowiono i Brodski je obejrzał. W moim macierzystym teatrze na Dużej Scenie odbyło się wielogodzinne spotkanie zwieńczone mówieniem przez poetów wierszy. Śpiewne, rytmiczne, podniosłe recytacje Brodskiego zapamiętałam jako niezwykłe.[25] Następnego dnia wieczorem, w bardzo już kameralnym gronie artystów Teatru Śląskiego z udziałem specjalnie na te okazję zaproszonej, Anny Polony, spotkaliśmy się z Brodskim na Scenie w Malarni. Wieczór poświęcony był czytaniu jego wierszy. Brodski zrobił na mnie kolosalne wrażenie jako człowiek, jako poeta, jako osobowość. Rozbrajające były jego nie wyczyszczone buty, jakby naoczny wyraz rosyjskości i nie przykładania wagi do rzeczy mało istotnych. Zabawne, że ubraniu Brodskiego strofę swojego wiersza poświęciła Julia Hartwig: Ubrania rzecz błaha lecz można by o nich napisać traktaty Lubiłam jak niedbale nosił się Josif Brodski marynarka płócienna zawsze trochę pognieciona pasowała do jego nieśmiałej nonszalancji tak właśnie - myślałam - powinien się ubierać Josif Brodski[26] Brak troski o własne zdrowie (wszyscy wiedzieliśmy o bardzo poważnej chorobie serca Brodskiego) demonstrował paląc ogromne ilości papierosów. Był autentycznie zaangażowany i bardzo wzruszony kiedy sam czytał, lub kiedy my czytaliśmy poezję. Widać było, że przywiązuje do żywego obcowania ze słowem poetyckim ogromna wagę, że ma to dla niego wielkie znaczenie, że to jego żywioł, spełniające się posłannictwo. Wyczuwało się w nim i wrażliwość i skromność i bezpośredniość, ale i wielki intelekt. Świetnie te cechy uchwycił Piotr Fast w przedmowie do swojej książki "Spotkania z Brodskim (dawne i nowe)" Brodski jest poetą emocji i prywatności. Jako człowiek niezwykle wrażliwy zapisał jednak ów świat emocji w taki sposób, iż nie zawsze i nie każdy umie za fasadą poetyckiej ornamentyki (metaforyki, organizacji rytmicznej, wirtuozowskiej konstrukcji rytmu) dostrzec świat człowieka, którego łatwo zranić. Poeta zaszyfrował bowiem swoja wrażliwość- z jednej strony jak gdyby lękając się banału, a z drugiej zaś - obawiając się o swoją prywatność. Potrafi więc czasem być ordynusem, czasem rezonującym mentorem. Zawsze jednak obiektem jego poezji jest wewnętrzny prywatny świat człowieka, stojącego twarzą w twarz z samym sobą.[27] Dzięki spotkaniu w Katowicach sięgnęłam po teksty Brodskiego i dzięki nim to spotkanie ciągle trwa i jest żywe. Spotykam się z Brodskim czytając jego poezje i eseje. Brodski przez te lata stał mi się naprawdę bliski. Odpowiada mi jego sposób postrzegania świata, niezależność i oryginalność myślenia, wewnętrzna wolność, imponuje mi erudycja. Przez lata ukształtowało się we mnie przekonanie, że liryka i eseistyka Brodskiego zawiera taki emocjonalny sens z którym byłabym skłonna się w znacznym stopniu utożsamić. Tekst Spuścizną jaką zostawia po sobie pisarz są jego książki. Dorobek literacki. Słowa utrwalone w piśmie. Teksty. Teksty, które są zarówno źródłem naszej wiedzy o świecie, jak i źródłem naszej wizji świata. Teksty, które po upublicznieniu zaczynają żyć własnym życiem, stają się tworami autonomicznymi istniejącymi już w oderwaniu od autora. Pępowina łącząca twórcę z dziełem zostaje przecięta. Teorią czytania tekstów zajmuje się hermeneutyka, z greckiego hermeneutikos - dotyczący wyjaśnienia, hermeneus- tłumacz. Jak przypomina Maria Janion, w rozdziale "Humanistyki" poświęconej hermeneutyce, na przestrzeni dziejów było wiele hermeneutyk i były one rozmaite. Była hermeneutyka grecka (Platon), były hermeneutyki żydowskie, hermeneutyka Ojców Kościoła, alegoryczna egzegeza średniowieczna, była hermeneutyka humanistyczna doby Oświecenia, była hermeneutyka protestancka doby reformacji, hermeneutyka romantyczna i wreszcie hermeneutyka rozumiejąca, której podwaliny stworzył teolog protestancki Schleiermacher, będący mistrzem Diltheya do którego myśli odwołują się i Heidegger, i Gadamer, i Ricoeur, i Poulet. Przez lwią część czasu hermeneutyka zajmowała się tekstami świętymi, aż do zwrócenia uwagi na medium jakim jest język, mowa, pismo.[28] Największy autorytet w teorii hermeneutyki, Schleiermacher, dowodzi: "Wszelką przesłanką w hermeneutyce jest jedynie język". Tym sformułowaniem jako obowiązującą dyrektywą posługuje się twórca współczesnej hermeneutyki filozoficznej H. G. Gadamer, dla którego język jako mowa i pismo stanowi początek i koniec hermeneutyki. Charakterystyczne są przemiany koncepcji Diltheya, który początkowo hermeneutyka obejmował tylko "utrwalone w piśmie przejawy życia" [...] , a później poszerzył jej zakres na "wszelkie twory ducha". Wszystko zatem, w czym duch "się zapisuje", może stanowić tekst dla hermeneutyki.[29] W systemie hermeneutycznym czynić myśli zrozumiałymi, objaśniać teksty, uczyć innych rozumieć siebie, oznacza przede wszystkim ujawniać to co ukryte.[30] Natomiast Katarzyna Rosner w "Hermeneutyka jako krytyka kultury. Heidegger, Gadamer, Ricoeur" znakomicie i wyczerpująco wykłada filozoficzne zaplecze hermeneutyki. Z perspektywy filozofii rozumiejącej analizuje jej rozwój i wszystkie najistotniejsze zagadnienia, a co za tym idzie jasno precyzuje czym jest obecnie najnowsza hermeneutyka.[31] W centrum jej zainteresowanie znajduje się oczywiście tekst, ale nie mniej ważny staje się dookreślający, aktualizujący go, uważny odbiorca-interpretator. Z tej wzajemnej relacji wynika, że posłużę się określeniem Romana Ingardenem, konkretyzacja tekstu, jego nowe odczytanie i jego rozumienie. Tekst rozumiany hermeneutycznie pozostaje w żywym związku z osoba interpretującego, nie jest wiec ani zewnętrznym wobec niego dziełem sztuki, ani dokumentem z przeszłości. Rozumienie zakłada przezwyciężenie dzielącego nas od tekstu dystansu, przyswojenie go. Inaczej mówiąc, warunkiem rozumienia jest taki stosunek do tekstu, który uczyni z niego odpowiedź na nasze (odbiorcy) problemy egzystencjalne, na pytania zakorzenione w naszej rzeczywistości historycznej. Rozumienie tekstu, a tym samym obcowanie z kulturą, ma ostatecznie swój cel w tym, że służy poszerzeniu naszej samoświadomości.[32] Z drugiej strony, chociaż bazuję na rozczytywaniu sensów tekstów, nie chciałabym stracić z oczu ich autora. Jest przywołany z imienia i nazwiska w tytule, jest obecny. Natomiast nie interesuje mnie ani jego psychologia, motywacje, sposoby tworzenia, życie osobiste, czy jakakolwiek inna "prawda" o tym konkretnym człowieku. Brodski, obecny w swoich tekstach, stanowi dla mnie pretekst do rozważań szerszych, ogólnych, egzystencjalnych i antropologicznych, do wysnuwania refleksji korespondujących z doświadczeniami własnymi i innymi tekstami kultury. Poza tym niemożliwością i niedorzecznością jest rozgraniczać i dzielić rzeczy złożone, nakładające się na siebie, zazębiające się, pozostające ze sobą we wzajemnych, dynamicznych stosunkach, a mających niejasno określone granice i nieostre kontury. Mając świadomość potrójnej roli w jakiej się znajduję: po pierwsze jako pisząca te słowa, po drugie jako czytelnika, a po trzecie interpretatorka mam świadomość stosowania różnych optyk i środków. Czytanie to bezpośrednie obcowanie z tekstem. Interpretacja to próba zrozumienia go poprzez siebie będącego-w-świecie. Gadamer twierdzi, że w interpretacji dokonuje się fuzja horyzontów - przeszłego i naszego, współczesnego, który zresztą nie jest nieruchomy, lecz znajduje się w ciągłym ruchu, jest nieustannie formowany.[33] "Prawdziwie" hermeneutycznie jest przecież tylko takie doświadczenie, po którym nie jesteśmy już tacy sami, jacy byliśmy przed nim.[34] Pisanie natomiast to tworzenie w języku. Język nie wyznacza sfery tego, co można wypowiedzieć, którą można by przeciwstawić sferze tego co niewyrażalne. Język ogarnia wszystko, co możemy pomyśleć. Konsekwencją uniwersalności języka jest wewnętrzna nieskończoność dialogu: można go przerwać, ale nie można wyczerpać.[35] Pisząc dokonujemy translacji myśli na język pisany, znajdujemy się tym samym w zupełnie innym porządku niż myślenie czy mówienie. Dokonujemy selekcji, ale przede wszystkim formalizujemy, formułujemy. Pamiętając również o Wittgensteinowskiej uwadze, że czasem ważniejsze jest to czego nie ma, co umyka, lub się w tekście nie mieści. No i żeby uniknąć posądzenia o banalność sformułowań, czy też ich wtórność zacytuję Leszka Kołakowskiego z jego przedmowy do własnej książki "Obecności mitu": Wolno mi twierdzić [...] iż uprzystępniam po prostu zastany dorobek; tym samym wolno mi się powstrzymać od dokładnego rozdzielanie własnych myśli na własne i cudze, zwłaszcza że niepodobna tego zrobić naprawdę, bo niepodobna spamiętać wszystkich, którym się coś zawdzięcza, a w ostatecznej analizie okazać by się musiało z pewnością, że cokolwiek mamy, zawdzięczmy innym.[36] Koniec A o ile trudno, a priori, było mam wskazać drogi, po których będziemy się poruszać, to z całą pewnością wiemy, że zaprowadzą nas one do końca. Bo tam gdzie jest początek musi być i koniec, taki jest porządek logiczny czasu linearnego, niepowtarzalnego w którym przebiega nasz życie i z którym, siłą rzeczy, musimy się identyfikować. Nawet jeżeli przyjmiemy perspektywę czasu cyklicznego, to idąc po kole czasu wrócimy do punktu wyjścia, zamykając tym samym cykl, czyli coś zamkniemy, zakończymy. Pomiędzy : "na początku było Słowo" a "reszta jest Milczeniem" zawiera się cały czas ludzki, czas świata, czas dany, czas wypowiedziany. Tak jak miedzy Alfą i Omegą zawiera się cały grecki alfabet, przy czym i alfa i omega do tego zbioru należą. I tak jak Początek, również i Koniec wymyka się ludzkiemu poznaniu. Wiemy, że nastąpi, że się zbliża, że jest konsekwencją i koniecznością Świadomość taka towarzyszy człowiekowi jak cień. Refleksja nad nieuchronnością przemijania przygnębia, bo obnaża ludzką marność, bezsilność, chwilowość i samotność. Bowiem każdy swój koniec przeżywać (przeżywać to chyba nie najwłaściwsze słowo w kontekście umierania) będzie sam, indywidualnie. Śmiercią nie do się z nikim podzielić. Można mieć nadzieję na trwanie nasze w pamięci, czy sztuce, ale to trwanie jest już poza naszym czasem. Bułhakowowskie "rękopisy nie płoną" - wypowiedziane, jak na ironię ustami Wolanda, to marne pocieszenie, złudzenie, pobożne życzenie? Język, czy pismo trwa co prawda dłużej niż człowiek , ale też się starzeje, też ulega czasowi i też ginie. Ciekawą perspektywę patrzenia na czas daje nam fizyka cząstek elementarnych Wszystko przemija z czasem, wszystko się "starzeje", z jednym wyjątkiem: cząstek elementarnych. Władza czasu oznacza przekształcenie, ewolucję. Wszystko czego dotyka czas, zużywa się, unicestwia. Ale według obecnego stanu wiedzy cząstki nie ewoluują, nie zmieniają się. [...] czas nie jest atrybutem podstawowej materii, lecz formy. W chwili kiedy cząsteczki zaczynają tworzyć atomy, a atomy molekuły, nieuchronnie pojawia się czas i unosi powstałe twory. Oto cena, jaką trzeba zapłacić, zwłaszcza gdy chodzi o tak złożone formy jak my. Wszelkie formy.[37] Brodski filozofii czasu i przemijania poświęcił wiele miejsca w swojej twórczości. Czas był dla niego zdecydowanie bardziej interesujący i ważniejszy od przestrzeni. Sam miał świadomość kruchości własnego życia, bowiem żył z wrodzoną wadę serca i wiedział, że jego czas jest bardzo ograniczony. Przeżył dwa zawały, trzeci był śmiertelny. Kochał Wenecję. Miasto na wodzie, którego już sama nazwa jest synonimem piękna i przemijania. Byłem zawsze zwolennikiem koncepcji, że Bóg to czas, [...]. Wydawało mi się w każdym razie, że jeśli Duch Boży unosił się nad wodami, siłą rzeczy musiał się w tych wodach odbijać. Stąd mój sentyment do wody, do sfałdowań, zmarszczek, i kręgów na jej powierzchni, a także - jako że pochodzę z Północy - do jej szarości. Sądzę po prostu, że woda jest obrazem czasu [...] Pionowa koronka weneckich fasad jest najlepsza taką linią i linijką, jaką gdziekolwiek na naszej terra firma pozostawił czas-alias-woda. [...] To tak jakby przestrzeń, uznająca tutaj bardziej niż gdziekolwiek indziej swoja niższość względem czasu, znajdowała na nią odpowiedź w postaci jednej wartości, której czas nie posiada; piękna. [38] Do Wenecji z Brodskim warto się udać. Można być również w Petersburgu, Rosji, Królewcu, Rzymie, Ameryce. Myślę, że czeka nas fascynująca podróż śladami domu, imperium, granicy, fundamentu, życia i śmierci. Tropić możemy też w tekstach Brodskiego zwierciadła, wodę, zimę, pył, miasto-labirynt. Tymczasem zakończmy nasze dywagacje, ze świadomością wielu niedomówień, zdaniem korespondującym z ich początkiem. Josif Brodski zmarł 28 stycznia 1996 roku w Nowym Jorku. Pochowany został, zgodnie ze swoja ostatnia wolą, na weneckim cmentarzu na wyspie San Michele 21 czerwca 1996 roku. [1] J. Tischner, Filozofia dramatu, Kraków 1998, s. 276. [2] J. Brodski, Gorbunow i Gorczaków, [w:] tegoż, Wiersze i poematy, przekł. K. Krzyżewska, Kraków 1993, s. 139. [3] Dla Josifa Brodskiego jest to zagadnienie prymarne i zajmujące w jego twórczości niebagatelne miejsce. Dla pisarz język jest warsztatem, środkiem i celem. [cyt.] Jeżeli w ogóle można mówić o funkcji społecznej kogoś, kto sam się zatrudnia, to funkcją społeczną poety jest pisanie, którego nie uprawia na zamówienie społeczne, lecz z własnej woli. Obowiązuje go jedynie powinność wobec języka, czyli musi pisać dobrze. J. Brodski, Nieskromna propozycja,[w:] tegoż, Pochwała nudy ,przekł. A. Kołyszko, M. Kłobukowski, wybór i oprac. S. Barańczak, Kraków 1996, [cyt.] (...) poezja, jako najdoskonalsza forma ludzkiej mowy, nie tylko przedstawia doświadczenia ludzkie w najbardziej zwięzły, skondensowany sposób, lecz również ustanawia najwyższy standard wszelkich poczynań językowych - zwłaszcza na papierze. J. Brodski, Jak czytać książki, tamże, s. 82. [4] Zob. E. O. Wilson, O naturze ludzkiej, Poznań 1998. [5] J. Tischner, Filozofia dramatu, Kraków 1998, s. 8. [6] Celowo nie rozwijam tematu istotnej dla Z. Freuda teorii popędów: libido i destrudo, jako przejawów wszechobecnej, a krytykowanej już we wczesnym okresie krystalizowania się poglądów psychoanalitycznych - panseksualności. Zainteresowanych odsyłam do Z. Freud, Wstęp do psychoanalizy, przekł. i wstęp K. Obuchowski, Warszawa 1992. oraz do W. Szewczuk, Zygmunt Freud i jego koncepcja człowieka, [w:] Z. Freud, Psychopatologie życia codziennego, Marzenia senne, przekł. W. Szewczuk, Warszawa 1987, s. 7-30. [7] J. Brodski, Sztuka dystansu, [w:] tegoż, Śpiew wahadła, przekł. K. Tarnowska i A. Konarek, "Zeszyty Literackie" Lato 1996, nr 55, s. 9. [8] Tamże, s. 15. [9] Por. M. Elliade, Sacrum, mit, historia .Wybór esejów, wybór M. Czerwiński, przeł. A. Tatarkiewicz, Warszawa 1974, "Mit jest więc opowieścią o tym, co stało się in illo tempore (...). Mit obwieszcza wystąpienie nowej sytuacji kosmicznej albo prawydarzenia. Jest to więc opowieść o dziele stworzenia: opowiada się o tym, jak się cos dokonało, jak zaczęło b y ć." [10] Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu. Pierwsza Księga Mojżeszowa 2, 5. Warszawa 1975. [11] Tamże, 2, 8. [12] Zob. T. Żychiewicz, Stare Przymierze, Kraków 2000. Bardzo dobra, nieortodoksyjna wykładnia Pism Starego Testamentu z czasem zaskakują egzegetów interpretacją. Szczególnej uwadze polecam trzy pierwsze rozdziały: Genesis, Exodus i Kohelet, s. 17-450. [13] Zob. chociażby J. Brodski, Izaak i Abraham, [w:] tegoż, Wiersze i poematy, Krzyżewska, Kraków1993, [14] J. Tischner, Filozofia dramatu, Kraków 1998, s. 7. [15] Zob. M. Głowiński, T. Kostkiewiczowia, A. Okopień-Sławińska, J. Sławiński, Słownik terminów literackich, Warszawa-Wrocław-Kraków 2000, [16] Zob. E. Goffman, Człowiek w teatrze życia codziennego, oprac. wstęp J. Szacki, przeł. H. i P. Śpiewakowie, Warszawa 1981. [17] J. Brodski, Sztuka dystansu, [w:] tegoż, Śpiew wahadła, przekł.. K. Tarnowska i A. Konarek, "Zeszyty Literackie" Lato 1996, nr 55, s. 24. [18] Zob. J. Huizinga, Homo ludens, Zabawa jako źródło kultury ,przekł. M. Kurecka, W. Wirpsza, Warszawa 1985. [19] Zob. R. Caillois, Żywioł i ład, przekł. A. Tatarkiewicz, Warszawa 1973. [20] T. Gadacz, O twarzy innego, [w:] K. Janowska, P. Mucharski (red.), Rozmowy na koniec wieku, Kraków 1999, s. 141. [21] Tamże, s. 136. [22] J. Brodski, Profil Klio, [w:] tegoż, Pochwała nudy, przekł. A. Kołuszko, M. Kłobukowski, wybór i oprac. S. Barańczak, Kraków 1996, - 109. [23] Nowa encyklopedia powszechna PWN, Warszawa 1996, [24] J. Brodski, Sztuka dystansu, [w:] tegoż, Śpiew wahadła, "Zeszyty Literackie" Lato 1996, nr 55, s. 21. [25] Por. A. Kałomirow, Iosif Brodskij (Miesto) (fragment), S. Łucje, Swoboda pośledniego słowa (fragment), G. Janeczek, Brodski mówi" Pamięci (fragment), [w:] J. Szymak-Reiferowa, Josif Brodski, Katowice 1993, Są to relacje świadków o specyficznym dla Josifa Brodskiego sposobie mówienia poezji. [26] J. Hartwig, Krótka rozprawka o ubraniach, [w:] "Zeszyty Literackie" Jesień 2002, nr 80, [27] P. Fast, Spotkania z Brodskim (dawne i nowe), Katowice 2000, [28] Zob. M. Janion, Hermeneutyka, [w:] tegoż, Humanistyka: Poznanie i terapia, Warszawa 1982. [29] Tamże, s. 125-126. [30] Tamże, s. 126-127. [31] Zob. K. Rosner, Hermeneutyka jako krytyka kultury. Heidegger, Gadamer, Ricoeur, Warszawa 1991. [32] Tamże, s. 10. [33] Tamże, s. 162. [34] Tamże, s. 169. [35] Tamże, s. 175. [36] L. Kołakowski, Obecność mitu, Warszawa 2003, s. 10. [37] J. C. Carriere, Pytania Sfinksa, [w:] Rozmowy na koniec czasów, rozmawiali C. David, F. Lenoir, J. P. de Tonnac, przekł. Justyna i Aleksandra Łukaszewicz, Wrocław 2000, s. 141-142. [38] J. Brodski, Znak wodny, [w:] "Zeszyty Literackie" Lato 1992, nr 39, do góry
[Zwrotka]Pierwszy strzał, taki na rozpęd, ostatnim ostrzeżeniem rozpocznęZdejmę cię w moment, utopię cię w rzece, bo takie masz ośle znaczenie potoczneTę samą rzekę pod spalonym mostem, nie licząc się z prądem, przemierzę ziom w poprzekAż tak ci ciążę? Przy mym porodzie masz problem, bo nawet jak nie chcesz to poprzeszStrzelam na oślep, wchodzę do klatki skurwiela, co drzwi mi otwiera na ościeżSiedzi, pilnuje serwera, a jedyna rzecz, którą zmienia to jebana pościelBlau, blau, niech baran spocznie, blau, blau, ma przewaga rośnieI tak na ciecia już dobre pół dekady nikt tu nie czeka bynajmniej na ośceDostałem opcję: masz tu neseser i setkę naboi nie do namierzeniaI dowody zbrodni, jakoby na deser, bo to ty wybierzesz kogo zgarnie ziemiaKto odpadnie teraz? I o kim powiedzą, że przepadł i jest nie do odnalezieniaA kogo przeczekasz by cienias w cierpieniach narzekał i peniał się wciąż nawet cieniaPo-po-powiedz co wybierasz, powiedz swojej młodej, że już nie będzie weselaPotem wołaj koronera, by zabrali worek, bo niestety po tobie będzie trzeba to pozbieraćCo-co-co mi zrobisz teraz, głowa już cię boli, nie łudź się, że to migrenaWpędzę cię do grobu, to będzie za karę ziomuś za gadanie bez powodu, że się ciebie boi scenaDość mam narzekań na długą kolejkęZwiedzanie gry w trybie full observatorRzucam się w wir, aż mi utną tę rękę lub wrzucą ponownie przez grób do spectatorJestem jednym z tych, co skrócą twą mękę, wersem jak kulką masz tu mą podziękęTrafiam w twe serce i krótko na wejścieKupujesz mnie w chuj jak za grubą kopertęZwolnię trochę, bo co ma wisieć to nie utonieTyp mówi, że płynie, jedynie wodę może tu donieśćJego okręt jest Titaniciem, pora pogrzebu ziomieMasz opcję stąd znikać typie, zmiana reguł, biegun płonieTo już nie tylko ta góra lodowa, co czyha na twój nieuważny kadłubTo dziura oxonowa, podkręcam klimat, wywijam im własny nadmuchDziurę na wylot, mózg im wypłynie jak tylko się trochę te ciule nachyląMoże se zrobią tę fryzurę z grzywą, pasuje to typom jak żul w El CaminoWpadam tu z łusek lawiną, karabin na stół, beryl, sprawdzaj, manWokoło łusek przybyło, follow me, Arthur Curry, AquamanSilny, bezczelny, w dodatku szczery, ty jak mozaika się stapiasz z tłemPłyniesz z ekipą na majkach, na moich statkach robisz za majtka, damnZdejmę cię w minutę, man, bo jestem kurwa Minute ManemObrałem azymut, wiem, że w pięknym stylu zniszczę scenęWbiję w ziemię mym pociskiem niczym moździerz spadnę z góryAlbo spalę krzak jak Mojżesz, lecz nie wrócę zza tej chmuryCzarne dziury w głowie w zakamarkach miejskich rozkwita rzemiosłoMożesz być pewnym, że zostanę świętym tu dopiero kiedy przywita mnie BostonWbita na strzały w nieboskłon i tak nie powiesz mi, że cię nie ostrzegałemSzkoda jedynie, że zastawiasz drogę mi ciałem, bo głowa jest troszkę dalejPodziemny arsenał, mówią mi zguba, bo w głównym nurcie nie łatwo mnie znaleźćScena to ściema, będę miał ubaw, bo łatwo ją złamie, nie złapią mnie wcaleSzybki jak kula, styl czysty natural, a gdy ty zamulasz, ja świadomie dalejGłośniki na fulla i bity gram pull up i z pizdy na czuja jak kanonier walęWidzę tych poważnych typów w grupach, ta, ej typki w bramachJa jestem poważny sam, blam, blam, wyciągam minigunaHojnie obdarzam ołowiem ich ciała i robią mi hałas, lecz nie dobrowolnieStudzę ich zapał, chcą być jak Hamas i toczą na chama swą nierówną wojnęW wielu przypadkach skala głupoty przeraża, że tego nie mieści czerepKarabin dawaj, bo tenże czerep odstrzelę, a kul pewnie zmieści wieleKolejny mówił, że jest liderem, kto by się chciał dłużej pieścić z cwelemZero agresji, choć mogę go skreślić i przez moje teksty się mierzyć z L-emMój notatnik śmierci - lista kontaktówZebrałem ich setki, choć od elektryka nie widział nikt fakturPrędzej na łapie wyrośnie mi kaktus, nim byle raptus zdoła mi natłucWejdą grupami to zejdą seriami, ile by chamy nie zawarli paktówPrzez to mów mi DeadShot, bo jest head shot u mnie normąMoja logo jest złą mordą tych co też chcą tu pierdolnąćWpadam lekko z świetną formą, strzelam celnie w rzecz dowolnąWreszcie pora bym się wściekł i pora biec po wieczną wolnośćWie-wiesz co mordo, może szukasz sensu w tym lub drugiego dnaPrędko skończ to, pow, pow, luźny strzał, tak też se lubię pograćJebnąć w kosmos, sięgnąć w olstro i wpaść tu w kolumnie ogniaHuman Torch, ludzka pochodnia, Oxon, niecny skurwiel zbrodniarzStaram się zwykle hamować przy ludziach, bo lubię wypalić coś niestosownegoA gdy nie ma tego, to czasem potrzebą jest zwlec się i w te pędy biec do nocnegoTy też możesz biec, pocieszy cię stoperBardzo dokładnie odmierzy czas, w jakim odstrzelę ci stopęWyżyję się, okej? Pożyjesz, wiesz, trochęLufa do ust, jesteś tym, co jesz, więc jak na ironię pożywię cię prochemTo dla każdego, kto mieni się kotem, a przez całe lata nie zmienił na jotęKorzysta z tego, że złapał odbiorcę, bo w Polsce jest w modzie docenić idiotęMedialne asy, ja - ukryty JokerPodkładam im bombę, pierdolnie, aż wylecą tu szyby z okienZe swoim składem kruszymy se topę, to skład kamikaze, robimy zamotęI na co ci płatnerz, skoro każdy pancerz przebiję jak grotem przez linie tych zwrotekZostało dwadzieścia cztery, jak tobie godzinNa żadną pomoc nie licz na darmo jak o mnie chodziNa nagrobku napiszą ci "był marnością" i do dziś nawet tatko w łeb zachodzi jak mógł ciebie łajzo spłodzićJa mówię ci, że mówię serio, nie muszę tłumaczyć się i oddawać raportówWychodzę na dach ze strzelbą, strzelanie w łeb, to dla mnie zabawa dla sportuPap, pap, sprawa jest łatwa, możesz się drzeć i na mnie namawiać pachołkówGdy twoja banda zobaczy karawan twój, wyjedzie na stół karawana tortówStypa, niezły przypał, będzie triumfalną ucztąBo skoro żyłeś jak pizda, jest bez ciebie lepsza ludzkośćTak więc krótko, miejsca ustąp, weź zrób w końcu rzecz raz słusznąNie dowierzasz, gdy jak zwierza łatwo cię namierzam muszkąCzacha na torsie, kogucia klata, przydałoby się na siłkę polataćMoże jutro, zwinę nam bata, współczuję, że nie dożyjesz do lataRatatatata, nudna ta gadka, ty, krótki huk i po krzykuPlama na kartkach i na chodniku, widza, gapia, świadka - ni chujCisza wylewa się z ciemnych budynków, znów tylko w jednym oknie światłoStrzał, strzał, oblewa cię strach, myśli w głowie natłokSiedzisz nad kartką, jakbyś tu za broń chwytał i do wojny dążyłNiezły hardcore, nie masz ty gorączki? Niech no ktoś przytomny spojrzySkala zniszczeń niemożliwa, błędny wzrok przez przerost mocyEj, mogłem się nie odzywać, nosić maskę w dzień roboczyCoraz szybciej bije serce, biorę swój ostatni nabójKorbą kręcę, broń do skroni, nie chcę więcej żadnych zabójstwHahaha, żartowałem...- To co Revo, każemy im dłużej czekać?- Nie, myślę, że najwyższa pora przerwać ciszę
Inni raperzy wołają stale no chodź na feata Kumple na flaszkę dodając: ale byś coś napisał Mam wolną rękę, w robocie to nie pomaga wcale Gubię wspomnienia i potem ciąg podupada zdarzeń Ale się biorę za siebie Zrobię płytę mała dzwonie i się biorę za ciebie Nie zostawiam swoich planów nigdy w drodze po przelew To tak samo jak zostawiłbym na lodzie kolegę i Nie potrzebna mi stary z chuja uprzejmość Jak czegoś chcą to nagle kuba to jest gość Przez niego gada zapewne wóda i ścierwo Niewiarygodne, że taki burak ma czelność Bycie raperem w tym kraju miało być takie ciężkie Nauczyciele, ej bije brawo im za te lekcje Czasem to widzę szaro i tracę respekt Do mojej branży, lecz idę śmiało by tatę wesprzeć Rodzina na karku Nie mam żony, dzieci, ale wpływa do banku Więc zamiast tak jak tamci wnosić piwa do parku Zabieram ich na ucztę, nie na blina czy fast food I rozumiemy się, po co nam tyle krzyku ej chcesz wiedzieć Jak połowa muzyków jest tylko wescthnieniem Przesioknięty do szpiku tym co jest nieszczere Moja biografia w Empiku to byłby bestseller Ale się biorę za siebie Zrobię płytę mała dzwonię i się biorę za ciebie 2x Wszystko biorę w cudzysłów i za ironię A wszystkie gnoje na winklu chcą być jak ja Codziennie z diorem na pysku jak na ironię Bo jak te gnoje na winklu stoję i ja Czuję niepokój, mimo, że teraz mam na wszystko Czuję niepokój, bo rap dla nas to gra o wszystko Nie stanę z boku, fan ze mnie i dbam o hip hop Równe szanse, linijka idzie tu za linijką Wielu jest graczy, rap gra na hotelu raczy Nikt nie jest tu u siebie, ciężko do celu trafić Marzy ci się wejść stary w branżę z buta To pieprz porady, jednej nawet właśnie słuchasz Ref. 2x Ci co byli z nami celują zawsze do S klas Ci co ujadali całują nagle po rękach Ziomy z nami tankują zawsze do pełna Ej, w knajpie do pełna i w aucie do pełna Horyzont zdobędę i nawet jak stracę nogi ziomy Wyznacznik? od zawsze mam własny nie to co oni chcą Rączki ? wyciągną, lecz nie jak prosi leżący Zero opcji na prośby, a pogłoski jak modły Miasto me mało jest miastowe Ciasno jest znacie to mówię do swoich wiesz tych za mną w tle Z nimi ziom, stary to co robimy to cenna rzecz Mogę i dla nich boso po Chiny dojść Piję za, na beton w sumie już wylewam Za tych co nie mogą z nami tak, ale widzę was Skandale są, ale się żyje tak, ale się żyje tak, ale się żyje tak Ref. 2x Ci co byli z nami celują zawsze do S klas Ci co ujadali całują nagle po rękach Ziomy z nami tankują zawsze do pełna Ej, w knajpie do pełna i w aucie do pełna
jak na ironie tekst